Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dywanik. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dywanik. Pokaż wszystkie posty
Morskie opowieści vol1

Morskie opowieści vol1

Każdy ma takie morze, na jakie sobie zasłużył;-) Zamiast piaszczystych, letnich plaż i słonej bryzy w jakimś nadmorskim kurorcie mam swoje spokojne morze półsłupków. I całkiem przyjemnie czas mi przy tym morzu upłynął, chociaż aby dobić do brzegu trochę się trzeba było szydełeczkiem nawiosłować.
Kolor morski to do siebie ma, że bardzo trudno oddać go na zdjęciu więc w rzeczywistości barwa mocniej wpada w odcień  zieleni, poza tym w zdjęciach pewien niecierpliwy model usilnie mi przeszkadzał domagając się natychmiast  jakiejś rybki tudzież innego "whiskasa".










Prostokątny dywanik ma wymiary 60cm x 100cm a okrągły średnicę 65cm. Tym razem koło zrobiłam z półsłupków narzucanych i przyznam, że trochę fatygi było trzeba, aby to okrągłe morze nie falowało tudzież nie zamieniało się w meduzę.  Całe morze pochłonęło przeszło pół kilometra sznurka i dwa szydełka.


Ponieważ morskiego sznurka jeszcze trochę zostało więc będzie część druga tej morskiej opowieści a póki co pozdrawiam  życząc Wam udanych wakacyjnych wypraw, także tych rękodzielniczych.

Ahoj:-)
A wszystko przez Halinę ;-)

A wszystko przez Halinę ;-)

Myślałam, że dziewczyny wyjeżdżając z naszego spotkania, o którym ostatnio pisałam  zabrały słońce ze sobą,  ale to chyba nie one,  na wschodzie też podobno leje;-). Meteorolodzy mówią, że wszystkiemu winna Halina, czyli układ niżowy, który leje deszczem od kilku dni jakby chciał nadrobić dwa miesiące suszy. Uziemiona w domu pomyślałam sobie dziś, że może do blogosfery wpadnę i posta napiszę. Tym bardziej, że Halina, czyli moja mama, zadała mi jakiś czas temu ekspresową robotę, której jeszcze nie miałam okazji Wam pokazać.
To zadziwiające jak postrzegają ręczną pracę osoby specjalnie z branżą niezwiązane. I nie mam tu na myśli wcale wyceny pieniężnej, o której książkę można by napisać, ale mocno z nią w sumie związaną świadomość czasu, który jest potrzebny, aby taką ręczną pracę wykonać. 
Otóż moja mama, zadzwoniła któregoś wieczora z informacją, że pojutrze z wyjazdową wizytą się udaje i  potrzebowałaby sznurkowy dywanik, taki niewielki, o wymiarach 50 x 70 cm, który jej kiedyś tam obiecałam. Wzór miał być dopasowany do tego chodniczka>>,  od którego właściwie rozpoczęła się moja przygoda ze sznurkowym dzierganiem. Pierwowzór wydziergałam dla siebie, ale że i wówczas wyjazdowy upominek był potrzebny więc powędrował sobie w świat, a ja z radością zastąpiłam paski szaro-miętą, czyli  wydziergałam sobie inny dywanik>> do łazienki. Za to nowa właścicielka paseczków do kompletu zapragnęła drugiego paskowego chodniczka. Potrzebę przyjęłam do wiadomości jakiś rok temu, kupiłam sznurki i zapomniałam..., dopiero telefon mamy przywrócił mi pamięć:-)
W sumie dzierganie to zawsze dla mnie przyjemność, ale ze względu na wagę grubych pięciomilimetrowych sznurków, wytrzymałość nadgarstków i kręgosłup w nie najlepszej kondycji tą sznurkową przyjemność powinnam sobie akurat dozować. Tym razem, niestety, spokojne delektowanie się szydełkiem nie wchodziło w grę. Wydzierganie takiego dywanika w jedno popołudnie to trochę bolesne doświadczenie, ale oczywiście wykonalne. W końcu czego się dla mamy nie robi. Miał być dywanik, to był;-)








Potem jeszcze symboliczne pakowanie i w drogę;-)



Mama Halina wróciła już do domu za to Halina niżowa wynieść się nie chce chociaż dziś  zdecydowanie mniej leje (chyba nawet niebo właśnie trochę pojaśniało). Wieczór jednak znów sznurkowo się zapowiada, bo  kolejni wielbiciele mojej miłości do sznurkowych splotków czekają;-)


Pozdrawiam:-)




To już jest koniec...

To już jest koniec...

...koniec bardzo monotonnego dziergania;-) Bardzo lubię tą swoją dłubaninę rękodzielniczą, ale ten moment kiedy udaje mi się jakiś projekt doprowadzić do końca sprawia mi chyba największą frajdę. Może dlatego, że zwalnia się miejsce na kolejny - mniej lub bardziej szalony - pomysł:-D.
Kiedy  wpadałam po uszy w sznurkowe dzierganie i powstał ten dywanik>> od razu urodził się pomysł, żeby do kompletu wydziergać sobie miętowy chodnik. Zaczęłam praktycznie tego samego dnia, ale już po kilku rządkach wiedziałam, że zabraknie mi sznurka, więc odłożyłam zaczęty chodnik i zajęłam się zamawianiem sznurka. A że przy okazji zamówiłam cieńszy sznurek, to wpadłam w wir dziergania toreb:-). Chodnik to jednak dość monotonne dzierganie, półsłupek za półsłupkiem, ciągle ten sam kolor, a na dodatek bolący nadgarstek. Z torbami jest łatwiej, szybciej i ciekawiej, można poszaleć kolorystycznie, pobawić się kształtem i wykończeniem.
Chodniczek i zapas sznurka leżały sobie więc cichutko w kącie i czekały cierpliwie na swój moment. Tym momentem okazało się bardzo fajne, wakacyjne wydanie kolejnego odcinka "Cyklicznego Szydełka" na blogu DIY, czyli zrób to sam>>  zatytułowane "Niedokończone projekty>>" 
Tych niedokończonych projektów, i to nie tylko szydełkowych, to ja mam całe mnóstwo. Niektóre są już tak wiekowe, że nawet nie pamiętam, o co w nich chodziło. 
Nie ma to jak dobry zastrzyk motywacyjny - kilka wieczorów, niecałe pół kilometra sznurka i "mięsisty", miękki chodniczek do łazienki nareszcie jest:-)






Wymiary 100 x 50 cm, kolor szaro-miętowy. Miałam trochę problemów ze znalezieniem w plenerze odpowiednio dużej, równej i płaskiej powierzchni do sfotografowania całości;-)





Widać na zdjęciach, że sznurek z nowej dostawy ma  troszkę inny odcień. Tak jak ostrzega producent, na każdy projekt najlepiej zamawiać sznurek od razu na całość. Różnica jest jednak na tyle delikatna, że zauważyłam ją dopiero robiąc zdjęcia.

Chodniczek posyłam oczywiście do zabawy:

http://diytozts.blogspot.com/2017/07/37-cykliczne-szydeo-niedokonczone.html

Zgodnie z wytycznymi dorzucam jeszcze wieczorne zdjęcie niedokończonego projektu;-)


Bardzo bym chciała korzystając z motywacyjnego wyzwania dokończyć jeszcze jeden szydełkowy projekt, ale nie wiem czy dam radę...


bo dzięki pomysłowości mojego "M" rozpoczęłam właśnie projekt "mamy kota", biorąc pod uwagę, że mamy też psa, który za kotami jakoś specjalnie nie przepada, to strasznie absorbujący i naprawdę szalony projekt. Wybaczcie mi więc, że tak mało mnie na blogach, chwilowo biegam za kotem i psem jednocześnie.

Pozdrawiam😊

Jak po sznurku...

Jak po sznurku...

czyli równiutko miało być, nie do końca mi wyszło, ale będę trenować dalej ;-)  Mowa o bawełnianym dywaniku. Do sznurkowego dziergania zachęcił mnie śliczny dywanik wypatrzony na blogu Wreduli, dokładnie tutaj>> 
Niby nic trudnego, sznurek bawełniany (5mm), szydełko, a właściwie szydło (moje kupione u "chińczyka" ma podobno 8 mm). Oczywiście potrzeba też trochę czasu i cierpliwości. Cierpliwość  przydaje się wyjątkowo, bo przerabianie takiej ilości półsłupków jest dość żmudnym zajęciem. Poza tym, jak ktoś jest przyzwyczajony do dziergania wełenką albo nitką, to dzierganie grubym sznurkiem jest dość meczące ze względu na grubość sznurka, która powoduje, że robótka jest sztywna i ciężka. Ale cel uświęca środki, więc kilka wieczorów, odcisk na palcu i mam swój prostokątny, bawełniany dywanik. Efekt jest całkiem fajny, chociaż do ideałów, które znalazłam tutaj>> trochę brakuje:-)









A w miejscu docelowym, czyli mojej łazience wygląda tak ...


Wymiary 50 x 100 cm  pochłonęły cały stumetrowy kłębek szarego sznurka, a z pozostałych kolorów trochę mi zostało. Nie do końca podoba mi się brzeg. Wpadłam na pomysł obrobienia całości tylko dlatego, że nie miałam pojęcia jak poradzić sobie z miejscami, w których zmieniamy kolor sznurka. Supełki odpadają zupełnie, chowanie sznurków w robótkę też średnio wygląda, wszystko oczywiście ze względu na grubość sznurka. Spróbowałam po prostu zszyć końcówki sznurka, ale jak wiadomo, ja i szycie to dwa odległe światy wiec potrzebny był kamuflaż:-) Może ktoś z Was ma jakieś doświadczenia w tej dziedzinie i coś podpowie? 
Sznurka jeszcze trochę mi zostało, potrzeb domowych też, a poza tym  estetyczna prostota i pewna surowość tych idealnych dywaników tak mnie kusi, że na pewno coś sznurkowego jeszcze powstanie. W kolejce czeka okrągły  "koło - prysznicowy" dywanik do kompletu, tylko nie mogę się zdecydować jak się do tego kółka zabrać, bo jak się dowiedziałam, korzystając z dobrodziejstw informacyjnych sieci, metod na półsłupkowe, równe kółko jest co najmniej kilka. Może ktoś z Was ma jakieś doświadczenia w tej dziedzinie?

Wielkopolska wiosna dziś zrobiła sobie termiczną przerwę. Było chłodno i pochmurno a słonko pokazało się dopiero pod wieczór. Za to trwa w najlepsze sezon szparagowy, a ja - jako maniaczka szparagowa - taką miałam dziś kolacyjkę;-)


Gdyby ktoś miał ochotę na taki zielony miks wiosenny to podaję skład talerza: roszponka, rzodkiewki, zielone szparagi (podgotowane, najlepiej na parze), kawałeczki wędzonego na ciepło łososia albo jakiejś innej rybki, szczypiorek, zielona pietruszka i winegret (u mnie  w wersji bez soli, za to z miodem i musztardą). Przepis wyszperałam kiedyś gdzieś w sieci, ale autora niestety nie pamiętam, za to smak chodził za mną cały rok.
Pozdrawiam ciepło:-)

Copyright © 2014 Papierolki , Blogger