Mocne postanowienie poprawy ;-)
Chodzę od wczoraj lekko zadumana i się zastanawiam, co by tu rzucić, rękodzielniczo oczywiście ;-) Zdecydowanie za dużo srok za ogon ciągnę i efekt jest taki, że żadnej tak dobrze jak bym chciała. Ileż ja mam planów i pomysłów robótkowych: szydełkowych, wiklinowych, frywolitkowych, kartkowych nie wspominając o tym, że chciałabym koniecznie trochę sobie czasem pomalować, pomediować, porysować, a i jeszcze nauczyć się szyć ;-). Zastanawiam się czasem jak te wszystkie pomysły się w ogóle w tej głowie mieszczą. Jedno jest pewne, nawet jeżeli moja głowa jest bardzo elastyczna, to czas niestety nie. Zapalam się do tych wszystkich pomysłów, nierzadko słomianym ogniem i potem mam wyrzuty sumienia, bo zainwestowałam czasowo, często także finansowo, coś tam zaczęłam dłubać, a potem... No właśnie, potem niczym strzała Amora rodzi się kolejny pomysł i UFOkowy (UnFinished Objects) Mont Everest sobie rośnie.
Czasem z lekką zazdrością spoglądam na monotematyczne blogi robótkowe. Wierność jednej dyscyplinie skutkuje jakością, wystarczy pobuszować po takim blogu, by wśród kolejnych prezentowanych prac dostrzec rosnące umiejętności.
U mnie wszystko jakoś na odwrót, ciągle szukam nowych wrażeń. Potrafię mniej lub bardziej radzić sobie z kilkoma technikami, ale tak naprawdę te umiejętności są raczej szczątkowe. Mało tego okazuje się, że jeżeli jakąś "dyscyplinę" odkładam na jakiś czas, to umiejętności zaczynają kuleć.
Wczoraj na przykład usiadłam do wyplatania. Ktoś mnie poprosił o wyplecenie kolorowego talerza, takiego w sam raz na owoce lub warzywa. Niby prosta sprawa i fajnie tak sobie popleść w konkretnym celu. Wyplotłam, odmalowałam i ze zdziwieniem stwierdziłam, że kiedyś robiłam to dużo lepiej...
Czasem z lekką zazdrością spoglądam na monotematyczne blogi robótkowe. Wierność jednej dyscyplinie skutkuje jakością, wystarczy pobuszować po takim blogu, by wśród kolejnych prezentowanych prac dostrzec rosnące umiejętności.
U mnie wszystko jakoś na odwrót, ciągle szukam nowych wrażeń. Potrafię mniej lub bardziej radzić sobie z kilkoma technikami, ale tak naprawdę te umiejętności są raczej szczątkowe. Mało tego okazuje się, że jeżeli jakąś "dyscyplinę" odkładam na jakiś czas, to umiejętności zaczynają kuleć.
Wczoraj na przykład usiadłam do wyplatania. Ktoś mnie poprosił o wyplecenie kolorowego talerza, takiego w sam raz na owoce lub warzywa. Niby prosta sprawa i fajnie tak sobie popleść w konkretnym celu. Wyplotłam, odmalowałam i ze zdziwieniem stwierdziłam, że kiedyś robiłam to dużo lepiej...
Bo kiedyś moje talerzyki wyglądały tak>> .Wiem, że ten może nie wygląda najgorzej, ale ja bym chciała żeby było lepiej, równiej i dokładniej :-D
Mądre powiedzenie mówi, że jak "coś" jest do wszystkiego, to najczęściej jest do niczego. W życiu też najwyżej ceni się specjalistów więc może nie warto zabierać się za wszystko...
Mądre powiedzenie mówi, że jak "coś" jest do wszystkiego, to najczęściej jest do niczego. W życiu też najwyżej ceni się specjalistów więc może nie warto zabierać się za wszystko...
Tak sobie dumałam patrząc na te nierówne splotki i tak mi było z tym jakoś niewygodnie, że na pocieszenie kupiłam sobie dzisiaj przy okazji wizyty w pasmanterii igliczki na żyłce, wyprzedaż była :-D
Pozdrawiam bardzo gorąco:-)


