Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wisiorek. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wisiorek. Pokaż wszystkie posty
Gorączka sobotniej nocy...

Gorączka sobotniej nocy...

nocy karnawałowej należałoby dodać, bo przecież mamy karnawał! Czas zabaw, nocnych szaleństw, muzyki  i tańca do białego rana.  Zawsze uwielbiałam tańczyć, niekoniecznie z gwiazdami;-) Z tych możliwości szaleństw tanecznych, które zawsze kończyły się nad ranem i na bosaka, dziś niestety niewiele  pozostało, ale ciągle wierzę, że to się jeszcze kiedyś zmieni. Póki co, wczorajszą  karnawałowa noc przetańczyłam... z czółenkami na kanapie:-) 
Postanowiłam usupłać coś na karnawałowy temat styczniowej odsłony zabawy w "Kochanie frywolitki">>  prowadzonej przez Justynkę>> i Renię>>. W sumie pomysł miałam zupełnie inny ale jakoś mi się karnawałowa, radiowa muzyka udzieliła i zatraciłam się  zupełnie w blasku srebra i kolorowego połysku koralików. Tak nie do końca wiem, czy to moje karnawałowe szaleństwo do zabawy się nadaje, bo miałam karnawałowo obrobić kamień, koralik lub inne coś i chyba nie do końca zamierzone przez Justynkę warunki spełniłam bo obrobiłam metalowe kółko i to tak dokładnie, że go nie widać;-)
Ale karnawał jest i to na bogato, jak dla mnie to nawet baaardzo bogato;-)








Trudno niestety to szaleństwo sfotografować z powodu jego blasku i notorycznego braku dziennego światła, ale biorąc pod uwagę, że raczej w tym tygodniu będę wracać do domu po zmroku, to na lepsze światło nie ma co liczyć. Medalion powstał dzięki zabawie rozetkowej na naszej facebookowej, frywolnej grupie.  Inspiracją jest rozetkowy wzór Marii Nagórskiej a wspólną naukę wspaniale poprowadziła na grupie Ania Krause (tutaj można obejrzeć prace Ani>>)
Dorzucam nieśmiało swój karnawał do zabawy i obiecuję, że postaram się obrobić coś jeszcze, więc niech mnie szefowa nie wyzywa:-)


A na dworze świeżutki śnieżek się błyszczy i cieszy oczy, przynajmniej do jutrzejszej, porannej jazdy samochodem...


Pozdrawiam i lecę przygotować się do jutrzejszej szarej i zupełnie niekarnawałowej rzeczywistości.



Przyjemność i obowiązek;-)

Przyjemność i obowiązek;-)

Nowy Rok rozgościł się na dobre, cichnie świąteczna atmosfera, a życie znów nabiera tempa. Trzeba na przekór rozleniwieniu i pogodzie przestawić się na rytm codziennych obowiązków. Obowiązki,  jak to wmawiamy często dzieciom i czasem sobie, winny stać zawsze przed przyjemnościami. Nie do końca zgadzam się z tą teorią i dlatego zamiast zabrać do piętrzącego się na biurku stosu obowiązków z prawdziwą przyjemnością zasiadłam do napisania posta:-) 
Chyba powinnam wreszcie spełnić pewien obowiązek i opowiedzieć Wam o testowaniu szydełkowym, które  miałam okazje uskutecznić pod koniec ubiegłego roku dzięki  Szufladzie>> i sponsorowi zabawy - sklepowi Passart>> . W sklepie zdarzało mi się robić zakupy już kilka razy i mogę z czystym sumieniem polecić zarówno produkty jak i bardzo miłą i ekspresową obsługę. Różowiutką paczuszką, pochwaliłam się już tutaj>>. Po rozpakowaniu znalazłam w niej motek Merino Bulky Yarn Art, kordonek Ariadna Muza 20, komplet bambusowych szydełek i zawieszkę w postaci całkiem słusznych rozmiarów misternie przymarszczonego listka.
Pomysły na wykorzystanie tych przedświątecznych prezentów ewaluowały w trakcie pracy kilka razy więc zarówno włóczka jak i kordonek zostały przetestowane zarówno podczas dziergania jak i prucia;-). I w jednym, i drugim przypadku, materiał poddany ciężkiej próbie mojej pomysłowości spisał się bardzo dobrze.
Z włóczki ostatecznie powstały mitenki.



 



Grubość włóczki spowodowała, że dziergało się je bardzo szybciutko, wzór to zwyczajne półsłupki i półsłupki z narzutem.  Włóczka okazała się przyjemna w obróbce, chociaż trochę czuć było pod szydełkiem sporą zawartość akrylu, to w gotowym produkcie efekt pewnej "sztuczności" zupełnie zniknął a domieszka wełny merynosów sprawiła, że mitenki naprawdę solidnie grzeją. Bardzo wygodne i leciutkie są także bambusowe szydełka, z których korzystałam po raz pierwszy, ale na pewno nie ostatni.
W przypadku kordonka zaskoczenia nie będzie;-),  powstały oczywiście zimowe śnieżynki. O swoich spostrzeżeniach przy zastosowaniu tej nitki do frywolitki napisałam już tutaj>> Jeśli chodzi o dzierganie, to moim (bardzo amatorskim, jeśli chodzi o nitkowe dzierganie) zdaniem,  niteczka spełniła swoje zadanie w stu procentach.




Największy problem miałam z listkiem, a właściwie to liściem. Chciałam połączyć go z jakimś frywolnym elementem, ale ciężar i rozmiar tego listka ostatecznie odwiodły mnie od tego pomysłu. Powstał prosty, zawieszony na drewnianym koraliku wisior, który chętnie zakładam do grubych, zimowych swetrów.



Testowanie okazało się bardzo fajną odskocznią od przedświątecznych obowiązków. Dziękuję więc sponsorowi zabawy oraz zespołowi Szuflady za to przyjemne wyróżnienie.


Prace pozostałych testerek możecie obejrzeć tutaj>>

Pozdrawiam noworocznie i życząc samych przyjemności w tym nowiutkim, lepszym roku uciekam do obowiązków, tym chętniej, że  z kanapy właśnie właśnie spogląda na mnie kolejna szydełkowa przyjemność:-)

Nuda...

Nuda...

Będzie adekwatnie do pogody, czyli  znów na szaro, znów miseczka i znów ze scrapkiem. Jednym słowem nuda:-), ale biorąc pod uwagę mój "ogromny" zapał do pracy i życia, to nuda jest jak najbardziej na miejscu. Gdyby więc ktoś miał ochotę się ponudzić ze mną, to zapraszam:-)
Szaraczek poleciał do Anitki>>  jako eksponat do "macania".








Koszyczek malutki, wypleciony w trybie bardzo ekspresowym, bo nie o koszyczek tu chodziło, a o zakończenie, a właściwie to o jego brak. (szczegóły znajdziecie na blogu Anitki>> ;-))

A żeby choć trochę tą szarą nudę przełamać, to do Anitki poleciło też trochę frywolitki w postaci wisiorka. Wzór wyszperany w sieci - "Lantana pendant" autorstwa Elaine P. Gan, supełki oczywiście moje.




No to więcej nie przynudzam;-).

Pozdrawiam serdecznie i podsyłam Wam trochę moich osobistych słoneczek, które ciągle opierają się przymrozkom i rozweselają ten mało słoneczny czas w przyrodzie. Chyba powinnam je już wykopać i opatulić na zimę, ale...


nie chce mi się;-)





Nic, tylko płakać ;-)

Nic, tylko płakać ;-)

Dawno mnie tu nie było. Taki czas. Odwyk od blogowego świata wymusiły obowiązki zawodowe. Zatopiona w stercie ankiet, sprawozdań i innych przedziwnych papierów (skąd ludzie biorą takie pomysły?) próbuję jakoś przebrnąć przez tą część mojej pracy, w której nie dostrzegam jakiegokolwiek sensu. Tym razem cała ta papierowa gonitwa doprowadziła mnie do płaczu i to dosłownie;-).
Złapałam taki paskudny katar, że od trzech dni świat oglądam tylko przez łzy i muszę Wam powiedzieć, że taki nieostry obraz rzeczywistości wcale mi źle nie robi, a wręcz przeciwnie. Chyba coś jest w powiedzeniu, że "zdrowo" sobie czasem popłakać.
Listopad powolutku dobiega końca, a ja mam jeszcze do odrobienia zadanie z naszej nauki makramy>> prowadzonej przez Asię>> W tym miesiącu Asia zaserwowała nam naukę "józefinki". Temat fajny, bo skojarzył mi się z motywami celtyckimi. Trochę poćwiczyłam na kolorowych sznureczkach ze swoich zapasów próbując skomponować jakąś bransoletkę, ale jakoś nic z tych moich "dzieł" nie przypadło mi do gustu. Postanowiłam przede wszystkim zaopatrzyć się w odpowiednio grube i sztywne sznurki zanim się czymś pochwalę. Plany zakupowe jakoś do tej pory nie wypaliły  z braku czasu, więc żeby znów nie zaliczyć braku zadania pokażę Wam chociaż jeden drobiazg: józefinkowy wisiorek - sztuk jeden, czyli wersję minimalistyczną listopadowego zadania.



Mam nadzieję, że nasza kochana Pani Nauczycielka mnie z tym minimalizmem nie pogoni,  ale jak by co, to ja mogę usprawiedliwienie napisać. W tworzeniu papierów mam ostatnio specjalizację ;-) Jeśli czas pozwoli, to może jeszcze coś bardziej kolorowego usupłam.

 


Na zakończenie chciałam Wam serdecznie podziękować za ogrom przemiłych komentarzy pod ostatnim czekoladowym postem i za wszystkie cenne porady w sprawie dyni. Melduję, że dynia została skonsumowana. Część w postaci bardzo smacznych placuszków z tartymi jabłkami (wersja słodka), bo te wydały mi się najprostszym rozwiązaniem.


A cała reszta sporej dyni zamieniła się w leczo, na które przepis dostałam od Ani (Pawanny) z bloga:
ogrod-mojekrzakiptakiinnedziwaki.blogspot.com>> 


Wyszedł mi całkiem spory gar i planowałam, że będę miała ze dwa obiady, a tymczasem dyniowe leczo zostało wymiecione w jedno popołudnie ;-) Było pyszne!

Aniu, bardzo serdecznie dziękuję :-)
A ja zorganizowałam sobie kolejną dynię, bo przecież jeszcze zupę muszę wypróbować;-)

Nie bardzo już widzę co piszę, bo mam światłowstręt;-) więc kończę i bardzo serdecznie pozdrawiam.
Mam nadzieję, że  przestanę wreszcie płakać i uda mi się z przyjemnością zatopić w blogowym świecie  i nadrobić wszystkie zaległości.

Ola

Copyright © 2014 Papierolki , Blogger