Pokazywanie postów oznaczonych etykietą chusta. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą chusta. Pokaż wszystkie posty
Wsród pól i lasów...

Wsród pól i lasów...

Za oknem słońce przeplata się z ulewami. Pogoda raczej do spaceru nie zachęca, ale spróbujcie wytłumaczyć to psu;-)   Pozostaje ciepło się opatulić i spełnić psie marzenie o wyhasaniu się wśród pól i lasów. Dzisiaj zamiast lasu był spacer po pobliskich polach za to do Was z moim ukochanym lasem przychodzę
Kolejna (poprzednia, troszkę inna tutaj>>) chusta wydziergana na życzenie z kokonka w leśnych kolorach. Tym razem w  wersji wełnianej, czyli z domieszką cieplutkiego merino aby nie tylko zdobiła ale i grzała w takie chłodne, wietrzne dni jak dzisiejszy. 


 





Chusta powstała jakiś czas temu, ale mój wstręt do komputera jakoś trudno mi ostatnio pokonać nawet dla przyjemności blogowania więc trochę czekała na swój czas prezentacji. Wydziergałam ją w rekordowym jak dla mnie tempie, bo w niespełna dwa tygodnie, ale to był czas regeneracji pocovidowej więc mogłam spokojnie wylegiwać się na kanapie z szydełkiem w ręku. Dziś niestety o wylegiwaniu mowy nie ma, za to w nagrodę, na wietrzno-deszczowym spacerze szare niebo pokolorowała piękna, niosąca zastrzyk optymizmu, tęcza

Kolorowego, wiosennego tygodnia:-)

Ola


W lesie jestem ;-)

W lesie jestem ;-)

A właściwie to chciałbym być. Bo ja kocham las. Uciekam do niego kiedy tylko czas pozwala odpocząć od zgiełku życia.  Kocham tą ciszę, rozproszone koronami drzew światło, zapach przesiąkniętego żywicą powietrza i radość mojego psa goniącego za sarną.
Za oknami  coraz śmielej panoszy się jesień więc zapewne i las stroi się jesiennie. Częstuje grzybami i rozkłada pod stopami szeleszczący dywan z liści. W taki piękny dzień jak dziś spacer po lesie byłby jak promocja w spa, nic tylko brać ;-)

Tymczasem ja zabłąkałam się zupełnie w głębokim lesie codzienności i nijak nie mogę się wydostać. Taki czas, który mam nadzieję w końcu minie i pozwoli nacieszyć się jesiennym słońcem i leśnym spokojem

Z tej mojej miłości do lasu poczyniłam kiedyś pewien zakup w formie wełnianego kokonka. Jak mój ukochany, jesienny las - pomyślałam - kiedy go wypatrzyłam na sklepowych półkach. Oczywiście kupiłam ;-) Schowałam głęboko do szafy, co by się zakup postronnym w oczy nie rzucał i czekał sobie  ten mój wełniany las, na swój czas, kusząc kolorami ilekroć do tej szafy zaglądałam.
Kiedy kątem zagonionego oka dostrzegłam jakieś dwa tygodnie temu temat wrześniowego wyzwania w Szufladzie wiedziałam, że muszę. No po prostu muszę. Nieważne, że po nocach, nieważne że czasu mało, muszę i koniec! :-)
Skończyłam wczoraj, około północy, potem jeszcze pilnie blokowałam z godzinkę, ale mam:-)
Chusta według wzoru "south bay" z "leśnego" kokonka o długości 1800 metrów. Zostało z niego trochę czarnego koloru ale na dwa kolejne rzędy (sekwencja wzoru) niestety by nie wystarczyło więc tylko rząd wykończenia jest czarny. To jedna z największych chust jakie wydziergałam. 120 cm długości i 250 cm szerokości chociaż nie naciągałam zbyt mocno przy upinaniu, aby wzór był mniej "przewiewny"
Na szczęście udało mi się dziś wrócić przed zachodem słońca więc są i zdjęcia, dużo zdjęć:-) 












To może jeszcze inspiracja, czyli nasz (mój i Neli) ulubiony leśny zakątek

Oczywiście zanim się w las otulę posyłam go do Szuflady>>:

Myślę, że i do Reni>> mogę podesłać, co by  babie lato przywołał.


Wrzesień się dziś kończy więc skoro już się "dorwałam" do bloga, to jeszcze może kartkę na zabawę u Ani>>  tu zostawię. Na pomarańcz jakoś nie miałam ochoty ale róże i sznurek udało mi się przemycić ;-)






Pozdrawiam tych, którzy tu jeszcze zaglądają i lecę szukać drogi w ciemnym lesie obowiązków, kiedyś mam nadzieję znajdę i wtedy z przyjemnością do blogowego świata wrócę :-)

Monotoniczność...

Monotoniczność...

To takie pojęcie znane dobrze matematykom;-) ale nie martwcie się, nikogo nie zamierzam katować matematyką, tym bardziej we wakacje. Sama zresztą od matematyki mam trochę wolnego, którym cieszę się na swój sposób. Odpoczywam też, z jeszcze większą przyjemnością, od życia on-line i tak mi  z tym dobrze, że nawet blogowy świat poszedł w odstawkę. W ogrodzie pachnie latem, kwiaty cieszą oko kolorami, zapach lawendy, wiciokrzewu i obsypanej kwiatami petunii zatrzymuje mnie na dworze do późnej nocy,  a dojrzewające w warzywniku owoce pchają się do słoików.  Sama się sobie dziwię, że się tak w tym zamykaniu lata w słoikach zatraciłam. Ludzie się jednak zmieniają:-)
Na szczęście, mimo iż ten rok taki dziwny, ciągle niezmiennie  towarzyszy mi zespół niespokojnych rąk i gdzieś tam między pieleniem, słoikowaniem i delektowaniem się zapachami i smakami lata towarzyszy mi wielka biała taca pełna nitek lub wełenek, które między umorusanymi owocowym sokiem palcami (nie, nie umiem pracować w rękawiczkach i pewnie nigdy się te go nie nauczę) staram się zamieniać w swoje małe dzieła.
Ta chusta chodziła za mą od dawna. Ma w sobie czarujący urok prostoty, którą tak lubię. Niby nic wielkiego, same półsłupki przeplatane oczkiem łańcuszka. Dzierga się bardzo monotonnie, a chusty przybywa w tempie ślimaczym. Jednym słowem szydełkowa nuda, ale ubrana w kokonkowe kolory ta monotonia  nabiera zaskakującego wyrazu. Dziubałam  ten wzorek ze trzy miesiące i powiem nieskromnie, że efekt podoba mi się bardzo. 
Proszę państwa, oto moja, i tylko moja, chusta "mchem" potocznie zwana. Całkiem słuszny kawał dzianiny (szerokość około  215 cm długość  96 cm) wysupłany z 1800 metrów bawełnianego kokonka w soczyście letnich kolorach, których odcienie zmieniają się w zależności od  padającego światła, więc znów Was przytłoczę ilością zdjęć ;-)













Chusta zdecydowanie w szufladowe, dzianinowe wyzwanie>> się wpisuje więc tam ją posyłam...


ale tylko na chwilkę, bo noc dziś chłodna i mało letnia, a zapach wiciokrzewu i brak postraszonych chłodem komarów ciągle nie chce mnie zagonić do łóżka więc siedzę sobie opatulona w kolory i smakuję letnią noc.


A jutro, jak tylko to nocne posiedzenie odeśpię, czekają na mnie czarne porzeczki. 
Słoikowa monotonia i wakacyjny, letni spokój...
Lubię to.

Dobranoc:-)

Oficjalnie...

Oficjalnie...

powitałam dziś jesień. Bo z jesienią witam się zawsze zupą gulaszową. Dorzucam do niej grzybów, ziół, mnóstwo papryki i podlewam czerwonym winem. Ta esencjonalna zupa to moje kulinarne pogodzenie się z jesienią. No cóż, listopad za pasem, czas najwyższy przyjąć jesień do wiadomości i spróbować ją ugościć, najlepiej czymś ciepłym i rozgrzewającym. Zupka owszem, rozgrzać potrafi ale trudno się nią otulić wychodząc z domu więc na wynos zaserwowałam sobie chustę. Dziergana na raty od sierpnia, czekała na oficjalne powitanie jesieni równie długo i cierpliwie jak ja, ale dziś miała nareszcie premierę. Pojechała ze mną przywitać jesień w przepięknym o tej porze roku bukowym lesie, w którym już za tydzień, kilkaset osób z całej Polski pożegna oficjalnie sezon biegowy startując w półmaratonie. Do biegania długodystansowego niestety się chwilowo(?) nie nadaję, ale kilkukilometrowy spacerek jeszcze jestem w stanie ogarnąć;-). Buczyna o tej porze roku wygląda przepięknie, a i chusta - przyznam nieskromnie - mocno trafiła w mój gust, więc wybaczcie ilość zdjęć, ale jakoś nie mogłam się zdecydować:-)















To pierwsza w mojej kolekcji chusta robiona bokiem. Wzór zaczerpnięty z bloga Mijo Crochet>>, tylko na obwódkę według wzoru się nie zdecydowałam bo bałam się, że zabraknie mi włóczki (Scheepjes Whirl), a nie chciałam rezygnować z chwościków więc zamiast niej są jedynie zwyczajne półsłupki, dla utrzymania formy. Myślę, że kolorystycznie chusta doskonale wpasowała się nie tylko w jesienne, leśne klimaty ale i w kolorowe wyzwanie w Art - Piaskownicy>>.

https://art-piaskownica.blogspot.com/2018/10/kolory-sepii.html


Czuję w kościach leśne kilometry, za to w głowie lekko i spokojnie, taki spacer jest doskonałym sposobem na przewietrzenie głowy z całotygodniowego balastu. A poza tym, to mimo oficjalnego powitania i zupy gulaszowej, mam ciągle wrażenie, że jesień w tym roku w ogóle się nie spieszy, bo nawet bukowy las, który o tej porze zazwyczaj razi złotem...



... ciągle jeszcze  bogaty w zieleń,



ale mnie to zupełnie nie przeszkadza. 
W końcu zieleń to życie.

Pozdrawiam:-)
Copyright © 2014 Papierolki , Blogger