wtorek, 24 stycznia 2017

Bez tytułu...


To będzie długi post, ale dla mnie bardzo ważny, może dlatego miałam problem z tytułem.
Wiele razy przymierzałam się do takiego posta, który chociaż trochę dotknie spraw, którymi min. zajmuję się poza blogowym światem, ale jakoś nigdy nie byłam do końca pewna, czy powinnam tutaj o tym pisać, a przede wszystkim, czy chcę. Te dylematy wróciły do mnie zupełnie niespodziewanie ostatniej niedzieli, kiedy zabrałam się za wykończenie pewnej pracy, ale może po kolei...
Dawno nie brałam udziału w lekcjach decu, które prowadzą na zmianę Renia>> i Justynka>>. Mimo zachwytu nad efektami, które pokazują fachowcy w tej dziedzinie, ciągle mnie do tej mokrej roboty nie ciągnie. Tym razem postanowiłam jednak coś dorzucić do zabawy, bo w zasadzie, to nie musiałam wiele robić, aby wpasować się w temat "kleimy wszystko, co nam wpadnie w ręce"
Mam na półce takie oto pudełeczko...


Przechowuję w nim kartki z życzeniami, jak już zejdą z wystawy. Całe pudełko (po butach oczywiście)  kiedyś wykleiłam gazetami i wzmocniłam w środku dodatkową warstwą tektury, potem pomaziałam białą farbą i wykleiłam wydrukowanymi mandalami. Temat zabawy zmobilizował mnie tylko do tego, by je wykończyć, czyli przeszlifować delikatnie i nałożyć drugą warstwę lakieru. Znowu wyszło klasyczne B&W, ale cóż, taka moja uroda;-)




 Nie wiem, czy to ma coś wspólnego z decu, ale wyklejone jest, więc może żabcia przełknie:-)


No i właśnie to pudełko, a właściwie mandale na pudełku spowodowały, że znów przyszło mi zmierzyć się ze swoim niezdecydowaniem..
Dobre dwa lata temu był w moim życiu taki czas, kiedy musiałam odstawić  swoje robótkowanie. Ironia losu polegała na tym, że nie bardzo miałam siłę na wyplatanie z gazet, które wtedy u mnie niepodzielnie królowało, a moja głowa strasznie potrzebowała zajęcia. I wtedy zaczęłam rysować mandale, ot kolejne dziwactwo;-). Nie pisałam o tym swoim rysowaniu na blogu (tu był mały wyjątek>>), bo jest z nim  trochę tak jak z pisaniem wierszy do szuflady;-). Dziś robię to zdecydowanie rzadziej, ale mam ich niezłą kolekcję, są takie czarno-białe, jak ta którą sobie oprawiłam, bo to  moja pierwsza...


ale są też mocno kolorowe, wszystko zależy od nastroju, może kiedyś pokażę ich więcej.
Bo w tym rysowaniu nie chodzi wcale o mandale, czy jakieś psychologiczno - magiczne teorie, ale o sam proces ich powstawania. To zajęcie wymagające dużego skupienia i tak wciągające, że jak już się zacznie, to zapomina się o całym świecie, a to akurat bywa czasem potrzebne każdemu ;-)

Nigdy wprost nie napisałam też na blogu, że choruję na raka, ale  część z Was wie, bo poznałyśmy się trochę lepiej, a część pewnie się domyśla, bo tak się złożyło, że blog towarzyszył mi w chorobie więc pewnie łatwo można było wyczytać to między wierszami. Dziś też nie piszę o tym dlatego, żeby cały świat się dowiedział, jaka to ja biedna. Nie ja pierwsza i niestety nie ostatnia. Przywykłam, nauczyłam się żyć na nowo, bywa różnie jak w każdym "normalnym" życiu. Ważniejsze, chociaż czasem trudniejsze jest to, że kiedy tylko mogę staram się swoją historię przekuć w coś dobrego angażując się w profilaktykę chorób nowotworowych wśród kobiet. Głównie dlatego, że w naszym kochanym kraju (szczególnie tym moim -"małomiasteczkowym") coś takiego jak profilaktyka właściwie nie istnieje, a ja sama jestem doskonałym przykładem tego, do czego prowadzi brak odpowiedzialności za własne zdrowie. Oczywiście mogłabym zaraz się wytłumaczyć, że przecież nie miałam czasu, że życie pędzi, że miałam setki ważnych problemów na głowie, że jestem za młoda na raka, że jak to mówią co niektórzy "lepiej nie wiedzieć", że mieszkam w grajdole, gdzie do lekarza daleko itd., itp.... Poza tym czułam się całkiem dobrze,  tylko "krzyże" mnie czasem bolały (a kogo nie bolą?), bywałam zmęczona (a kto nie jest?) trochę schudłam (a to akurat super;-)) ale wyniki badań podstawowych, które zafundowałam sobie w wersji rozbudowanej z okazji urodzin miałam wyśmienite. Wymówek można znaleźć tysiące, ale one czasu nie cofną. Nie zawsze da się w porę wykryć chorobę, ale są takie odmiany - typowo kobiece - które można wykryć bardzo wcześnie, jeżeli tylko pilnuje się badań profilaktycznych. Wiem że wiele z Was bardzo dobrze o tym wie, ja też wiedziałam, ale wiedza to jedno, a praktyka to zupełnie co innego
Sama trafiłam do lekarza właściwie przez przypadek, trochę to trwało zanim padła ostateczna diagnoza, ale była dla mnie tak szokująca, że na początku byłam przekonana, że to jakaś pomyłka. Stopień zaawansowania nowotworu był ostatnim, w którym podejmuje się jeszcze próbę wyleczenia, chociaż statystyki są mało obiecujące. Mogłabym długo opowiadać o  chorobie, o leczeniu i o tym jak mierzę się z wiecznym strachem i życiem zawieszonym pomiędzy dwoma różnymi rzeczywistościami, ale nie o tym jest przecież ten blog i nie taki jest cel tego dość wyjątkowego posta.
Chodzi mi  sprawę zdecydowanie ważniejszą, chyba "dorosłam" do tego by i tutaj na ten temat napisać, odważnie i wprost, tym bardziej, że przecież nasza część blogosfery, to świat mocno kobiecy. Właśnie trwa tydzień walki z rakiem szyjki macicy, więc z tej okazji chciałam Was poprosić  abyście były  dla siebie dobre i o sobie nigdy nie zapominały.  Bo dopóki nie boli i przynajmniej pozornie nic się nie dzieje jest prawie stuprocentowa szansa na wyleczenie, jeżeli coś złego nas dopadnie. Liczenie na to, że problem nas nie dotyczy i że mamy na głowie ważniejsze sprawy to głupota, za którą można zapłacić  nie tylko swoim zdrowiem i życiem, ale także strachem i cierpieniem osób nam najbliższych. Z doświadczenia wiem, że mój przykład podziałał na kobiety w moim otoczeniu, może dzięki temu co napisałam, zadziała na kogoś także tutaj.
Na zakończenie, dla tych którzy nie lubią za dużo czytać;-) grafika, która zgodnie z celem dla którego powstała, wędruje sobie po blogach i Facebooku, a której autorką jest  Anuk>>. Jej blog podczytuje od dawna, bo chociaż ma cięty język i bywa, że wsadza kij w mrowisko, to bardzo celnie opisuje ten mój "drugi"  świat.


Żeby rozwiać wszelkie domysły i spekulacje dodam jeszcze, że kilka dni temu minęły dwa lata, od dnia kiedy zakończyłam radykalne leczenie, na razie jest dobrze i tego się trzymam:-)

16 komentarzy:

  1. Ola, z tej wielkiej wojny wróciłaś z tarczą i teraz w drugą rocznicę powiem Ci, że wtedy były z Tobą moje dobre myśli i pewnie wszystkich nas blogowiczek. Napisałam długi komentarz, ale cały skasowałam, bo po co tyle słów, nie wszystko może być idealnie, ale niech chociaż zdrowie będzie:))
    Mandala niesamowita, pokaż jeszcze!

    OdpowiedzUsuń
  2. Zacznę od początku .. pudełko genialne, mandala niesamowita , uwielbiam mandale w wersji B&W i w wersji kolorowej, niestety talentu do malowania nie mam :-(
    Pamiętam moment kiedy znikałaś z blogosfery na pewien okres.. domyślałam się z czym sie zmagasz. Podziwiam że miałas siły pisać podziwiam Twoją walkę i cieszę się niezmiernie że wygrałaś . W moje rodzinie to cholerstwo jest od lat. Ja mam na tym punkcie przekrętkę, bo jestem obciążona genetycznie .. na dziś przeżyłam już moją mamę o 9 lat , która nie miała tego szczęścia doczekać upragnionych wnuków. Dla mnie każdy rok rok jest darem od Boga . bo wiem że ON działa bardzo podstępnie. OLu mam dla Ciebie ogromny szacunek, że miałaś odwagę o tym napisać. Życzę Ci tylko jednego - niech ON już nigdy nie wróci !!
    Buziaki !

    OdpowiedzUsuń
  3. B&W cała Ty:)
    Olciu jesteś bardzo mądrą osobą, nie będę wzdychać - nie o to tu chodzi przecież, masz rację profilaktyka kuleje, u mnie w okolicy z lekarzami kiepsko, do tego mało kogo stać na prywatną wizytę....
    Anuk krzyczy i dobrze, jej blog powinien być obowiązkową lekturą w szkołach, tak ktos w komentarzu nawet u niej napisał, sama wiesz...
    Ja z całego serducha życzę Ci zdrowia.Buziaki.
    A kolorowe też chętnie pooglądam 😆

    OdpowiedzUsuń
  4. Oleńko,
    nie bedę sę rozpisywać, bo jak sama napisałaś ne chodzi o to żeby Ci współczuć, ale żeby nami potrząsnąć.
    Pamiętam jak zniknęłaś, pamiętam jak sie cieszyłam, ze wróciłaś, teraz dobrze ze o tym piszesz.
    Wiem jakie to trudne, pisać o chorobie swojej czy najbliższych osób,
    ale jest to ważna część naszego życia i często można pomóc i innym.
    Dużo zdrówka życzę i pozdrawiam serdecznie

    Ps pudełko i mandala wyglądają rewelacyjnie!

    OdpowiedzUsuń
  5. Domyślam się Oluś jak trudno było Ci napisać o swoich problemach, podziwiam Twoją odwagę. Sama też mam swoją "tajemnicę" i przede mną bardzo trudne decyzje. Dlatego wiem jak wygląda życie pod presją choroby. Może Twój post uratuje komuś życie. Cieszę się ogromnie, że najgorsze masz już za sobą. Mandala jest śliczna, chętnie zobaczyłabym więcej.
    Ściskam Cię bardzo mocno!

    OdpowiedzUsuń
  6. Oleńko, moja dzielna, radosna, utalentowana, pełna pasji i życzliwości Istoto! Jesteś wyjątkowa, wspaniała, mądra, silna i delikatna! Pamiętam dobrze tamten czas u Ciebie i choć wszystkie znaki na niebie i ziemi mówiły o najgorszym, dopóki tego nie nazwałaś jednoznacznie nie chciałam nawet myśleć, że to ta choroba, by nie zakotwiczać w niej myśli. A wiem, że nie ma nic gorszego jak ściągać się w dół poprzez negatywne myśli. Wysyłam miłość i uczucie zwycięstwa <3 I cieszę się ogromnie, że od 2 lat u Ciebie jest cisza... choróbsko wycofało się raczkiem i dobrze!
    Co do mandali, to sama od wakacji wpadłam w nie jak śliwka, więc dobrze Cię rozumiem. Dla mnie to prawdziwie mistyczna sztuka. Często służą mi do medytacji, albo uciszenia myśli. I mają moc oczyszczania, więc maluj, maluj... ;)I pokazuj, może ja też się zdecyduję?
    Oleńko, ciepło prosto z serca Ci wysyłam, nie tylko dzisiaj zresztą i ... pewnie głupio to zabrzmi, ale jestem z Ciebie taka dumna! :)))

    OdpowiedzUsuń
  7. Kiedyś wspomniałaś , że chorujesz , ale , ze na raka tego nie wiedziałam ! Rzeczywiście dbamy o wszystko w koło i o wszystkich , a najmniej o siebie , niestety..... Mnie mądra lekarka powiedziała kiedyś "bądź zdrową egoistką i myśl też o sobie ". Choruję na coś innego , ale strach jest ten sam ... u mnie dochodzi jeszcze ból!!!
    Dobrze, że o tym piszesz . takie badania trzeba robić co rok , ja robię , ale dlatego , że ciocia miała raka , więc możliwość mutacji jakiegoś genu jest większa :(
    Mnie namówiła córka , abym pisała bloga w ramach psychoterapii i podziałało ! Znalazłam wspólny język z wieloma ludźmi :):)

    OdpowiedzUsuń
  8. Olu, wiesz, że zawsze Cię wspierałam, ale to Ty jesteś dzielna Kobieta, a ten post to tylko potwierdza. Masz rację, profilaktyka jest najważniejsza, ale leczenie i wiara w jego sukces również, czyli na każdym etapie "coś" trzeba zrobić.
    A co do pudełka, to bez dwóch zdań, gdybym nie wiedziała kto je robił, to bym obstawiła Ciebie. Bardzo w "Twoim" stylu, piękne, eleganckie w swojej wykwintności (to o mandali) i prostocie. Cudo :-)
    Pozdrawiam serdecznie, życzę nieustająco, zdrowia, wytrwałości i siły :-))))))))

    OdpowiedzUsuń
  9. Piękna mandala!!!! Podziwiam!!! Olu, nie wiedziałam, ale cieszę się, że się nie poddałaś, że jesteś, że tworzysz! Przesyłam dobrą energię i życzenia zdrowia!!!

    OdpowiedzUsuń
  10. Olu, bardzo ci dziękuję za ten post.
    Cieszę sie, że udało ci się wygonić choróbsko i życzę ci, aby już nie powróciło.
    Pudełko świetne:)
    Pozdrawiam serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń
  11. Pudełko śliczne, mandale wspaniałe:) Takie wpisy są naprawdę potrzebne, bo zbyt często wiele kobiet dba o wszystkich wkoło, zapominając o sobie...Pozdrawiam, życząc zdrowia, bo tego nigdy nie za dużo:)

    OdpowiedzUsuń
  12. Olu pudelki sliczne, proste, delikatne, no i fajnie te gazety sie przebijają przez misnietą farbę:) z mandalami spotykam sie pierwszy raz wiec dziekuje za uświadomienie i podziwiam Twoje zdolności do ich pisania! A temat zdrowia który poruszyłaś jest bardzo ważny, w sumie nigdy o tym nie myslalam zeby sie zbadać pod tym katem wiec dzieki! A dla Ciebie zycze zeby zdrowie Cie nie opuszczało i zeby Pan Bog Ci błogosławił każdego dnia:) sciskam i przytulam do serducha!

    OdpowiedzUsuń
  13. Szacun Olu!
    Czekałam na ten swoisty "coming out"...i dobrze, że o tym mówisz...przestroga, napomnienie, zachęta... jakkolwiek odbiorą to twoje czytelniczki, mam nadzieję, że podziała na ich wyobraźnię i zmobilizuje do wybrania się do najbliższej "stacji diagnostycznej" :)
    Jeśli twój post pomoże choćby jednej osobie...to już wielka wartość dodana!
    Niestety , jak same dziewczyny tu przyznają...kobiety zwykle o sobie myśli na samym końcu...albo wcale. A w momencie kiedy "zacznie boleć" zwykle bywa za późno...
    Za mało się u nas mówi i zachęca do profilaktyki, bo to po prostu kosztuje i nikomu w tym systemie nie zależy na wydawaniu pieniędzy, więc musimy same o to zadbac i wymóc wręcz czasami odpowiednie badania.

    Badajcie się dziewczyny...nie znacie dnia ani godziny!

    Olu, tak trzymaj! Będzie dobrze!

    PS
    Doskonale pamiętam ten moment kiedy się "poznałyśmy"...

    OdpowiedzUsuń
  14. A mnie troszkę przytkało, bo niestety nie wiedziałam. Kłaniam się jednak nisko Tobie Oleńko, za odwagę i słowa skierowane do nas kobitek. Fakt że często się zaniedbujemy i mówimy sobie, że potem, że później. Dzięki Oleńko za "doping". Jestem pewna, że przegoniłaś to czortostwo na cztery wiatry i ugotowałaś na czerwono. Twoje mandale sa śliczne i zapewne przynoszą chwile spokojnego relaksu, a pudełko nabrało swoistej elegancji. Trzymaj się kochana Olu. Buziaczki.

    OdpowiedzUsuń
  15. Jest dobrze i tego się trzymajmy! Dziękuję Ci za ten post. Sama badam się regularnie, ale nie jest mi łatwo mobilizować do tego moje najbliższe dziewczyny - siostry. Tak jak napisałaś, wymówki typu "lepiej nie wiedzieć" albo lepiej "jestem za stara, jak do tej pory się nic nie przyplątało to już się nie przypląta". Trzeba dawać przykład to najlepszy sposób nauki.
    A Twoje mandale czarno białe są piękne :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Ja tam jestem egoistką i badam się regularnie :) Bardzo dobrze, że napisałaś o swoich doświadczeniach - tak jak dziewczyny już powiedziały - to może uratować komuś życie. Olu jest dobrze i będzie dobrze :) Buziaki :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję wszystkim, którzy pozostawionym słowem mobilizują mnie do pracy:)