Cztery pory roku...

Cztery pory roku...

niestety, nie Vivaldiego, a moje;-) 
Dysk mojego laptopika zaczął się buntować od nadmiaru i zagonił mnie wczoraj do sprzątania i jak to zwykle przy sprzątaniu bywa, człowiek odnajduje niespodziewanie mnóstwo "dobrze schowanych" rzeczy (w tym wypadku oczywiście zdjęć), o których posiadaniu zdążył już zapomnieć.
Ale zanim do historii sięgnę, zacznijmy od tego co tu i teraz,  przynajmniej wedle kalendarza, bo zimy na nizinach właściwie nie było i nie ma. Poza odrobiną szronu o poranku, który znika równie szybko, jak rzadko się pojawia i ogołoconej z zieleni przyrody, żadnych innych śladów zimy nie widać. Namiastką zimy niech będą więc śnieżynki własnej produkcji. Pierwsza, haftowana na zielonym;-), lekko ozdobiona szronem koralików poleci na krzyżykową zabawę z Choinką 2020 u Kasi>>

 

Dla towarzystwa krzyżykom, premiera jeszcze jednej śnieżynki, frywolnej, o pięknym imieniu Sylwia;-), supłanej cieniutką Aidą 30 według wzoru Renulka>>.  Tą posyłam na "Spotkania z frywolitką">> prowadzone przez Anettę z Jamiołowa.

 

Pochwalę się jeszcze, że moje skromne,  frywolne śnieżynki, które pokazywałam tutaj>> i tutaj>> zdobyły podwójne wyróżnienie w Szufladzie>>  oraz podium w Towarzystwie Dobrej Zabawy>>


A świeżutki duet śnieżynkowy niech powędruje do Reni>> na zabawę  "12 prac Rękodzielniczki", może trochę nam ten styczeń, który jest pierwszym tematem w zabawie, odczaruje.


Zamiast zimowej aury mamy właściwie piąty miesiąc jesieni, za którą, jak wszem i wobec wiadomo, nie przepadam i nie mam absolutnie nic przeciwko, gdyby ta jesień sobie odpuściła i poszła na zasłużoną emeryturę biorąc dobry przykład z naszej Anulki:-)




Za to lato lubię bardzo, a nawet kocham;-). To ubiegłoroczne wygrzało nas mocno i do siedzenia przed ekranem komputera nie zachęcało, może dlatego, letnich, zaległych prac mam kilka do pokazania. Dzisiaj jedna z nich, bo myślę, że w karnawałowy czas dobrze się wpisuje a i na letnie skąpane w słońcu zdjęcia, przyjemnie popatrzeć w ten dominujący szarością czas.
Komplet złożony a bransoletki wyplatanej na krośnie i kolczyków frywolitkowych powstał upalnym latem dla sierpniowej solenizantki Marysi i tak szybko się na drugą stronę ulicy wyprowadził, że zupełnie zapomniałam Wam go pokazać.





Jakie by nie były lato, zima i jesień, ja i tak cały rok tęsknię za wiosną. Bo wiosna jest zawsze pełna nadziei, młodziutkiej zieleni budzącego się życia, zapachu wiosennego deszczu i jasnych barw wczesnowiosennych kwiatów. Z tej tęsknoty, stary rok pożegnałam barwami wiosny, wyklejając, a właściwie wykręcając, kartkę dla pewnej, szacownej jubilatki.




I z tą kolorową wiosną oraz wspomnieniem lata Was dziś zostawiam.
Do napisania:-)
Serce, niekoniecznie czerwone;-)

Serce, niekoniecznie czerwone;-)

Są tacy, którzy twierdzą, że dobro jest dla prostych i naiwnych. I pewnie sporo w tym prawdy. Każdy kto wzrusza się na widok bezdomnego lub chorego proszącego o datek i wrzuca mu do puszki przysłowiowy grosz, wierząc w jego uczciwość, jest w jakiś sposób naiwny.
Zbiórki prowadzone w Internecie, a są ich w naszym kraju niestety tysiące, obrazują bezmiar ludzkich tragedii oraz niestrudzonej walki o szczęście, życie i zdrowie najbliższych. Czy dają nam gwarancję, że dzieląc się dobrocią w odruchu serca nie jesteśmy oszukiwani? Oczywiście, że nie. Przecież zdarzają się ludzie, (chociaż w tym wypadku słowo ludzie, to komplement), którzy potrafią tą naszą dobroć i wrażliwość z wyrachowaniem wykorzystać. Fundacje, stowarzyszenia i rozmaite organizacje, czyniące mnóstwo dobra też nie są wolne wad i ludzkich słabości. Z reguły ich działania bywają najbardziej wiarygodne, bo na straży ich uczciwości stoi restrykcyjne prawo. Trzeba jednak zaakceptować, że często są to instytucje oparte nie tylko na wolontariacie, a pracujący w nich ludzie, oprócz wielkiego serca, mają też swoje życie.
Ogrom apeli i próśb o pomoc, szczególnie w wirtualnej rzeczywistości, potrafi przytłoczyć, sprawić, że staniemy się obojętni. Przecież nie jesteśmy w stanie pomóc wszystkim i to jest fakt niezaprzeczalny,  poza tym żadne pieniądze nie dają gwarancji, że cel uda się osiągnąć.
Sama jestem dziś przybita wiadomością, że wczoraj, już po rozpoczęciu wyczekanej terapii, zmarł Patryk - chłopak, dla którego tysiące ludzi z mojej małej, lokalnej społeczności oddało kawałek swojego serca. (historię opisałam tutaj>>) Mimo zebrania ogromnej kwoty pieniędzy nie udało się ocalić młodego życia, choroba okazała się silniejsza. Jest mi smutno, ale wiem, że o to doświadczenie wszyscy jesteśmy lepsi a świadomość, że nawet w tak małym środowisku razem możemy tak wiele, powoduje, że mimo wszystko było warto próbować.
Właśnie taka, niosąca wiele radości ale podszyta nieuczciwością, niepewnością a czasem zniechęceniem jest rzeczywistość pomagania, ale myślę sobie, że o tych wszystkich wątpliwościach nie ma co dyskutować, szczególnie dziś. Takimi dyskusjami i nieustannym roztrząsaniem wątpliwości nie pomożemy nikomu. Żaden człowiek ani instytucja nie ma monopolu na dobro, tak jak każdy, bez wyjątku, może o pomoc prosić i każdy może pomagać, niekoniecznie finansowo. Naprawdę nie warto tego dobra różnicować. Nie ma znaczenia pod czyim szyldem, komu i w jaki sposób chcesz pomagać, to Twój wybór, do którego masz prawo. Najważniejsze, że to robisz, bo to powoduje, że nasz wspólny świat jest o tą Twoją odrobinę dobra lepszy.
Dziś jest dzień wyjątkowy, dzień ogólnopolskiej dobroci i czerwonego serduszka. WOŚP, nawet jeżeli nie jest idealna, jest festiwalem dobra i unikatem na skalę światową. Aż trudno uwierzyć, że ten narodowy fenomen trwa już 28 lat. Trwa, mimo dziejowych zmian oraz politycznych i społecznych rewolucji a czerwone serduszka, co roku pojawiają się na kolejnych, szpitalnych sprzętach.
Ten serduszkowy klimat udzielił się i mnie a szarość za oknem sprowokowała do sięgnięcia po barwne paseczki.
Na aukcję WOŚP>> powędrowało wczoraj symboliczne serduszko, skromne, ale bardzo kolorowe.





W zasadzie to miały powędrować dwa, ale sąsiedzka rzeczywistość przerosła trochę tą ogólnopolską.
Pięć dni temu nasza lokalna społeczność znów stanęła przed egzaminem z dobroci i trudnym zadaniem zebrania olbrzymich funduszy na wsparcie leczenia niespełna trzyletniej mieszkanki naszego miasteczka. Historię Natalki przeczytacie tutaj>> a tutaj>> na specjalnie utworzonym na ten cel bazarku można pomóc uczestnicząc w aukcjach charytatywnych albo jako kupujący, albo jako wystawiający. 

Serduszko już trochę grosza zebrało;-)


 


W imieniu najbliższych Natalki ale i swoim proszę oczywiście o pomoc i symboliczne złotówki dziękując przy okazji za wsparcie, które z blogowego świata już do Natalki poleciało. 

Bo mimo wątpliwości wszelakich, zniechęcenia, niepowodzeń jestem przekonana, że i tak radości z pomagania jest ogrom i że WARTO POMAGAĆ! 
Do końca świata, i o jeden dzień dłużej!

Z serdecznym pozdrowieniem:-)


Takie kwiatki;-)

Takie kwiatki;-)

Bo kwiatki wymyśliła sobie Ania w nowej odsłonie swojej kartkowej zabawy>>. Kocham kwiatki, to wiecie, ale niekoniecznie papierowe;-) Najbardziej kocham te co urosną w ogrodzie i cieszą oko ferią barw i zapachów wiosną oraz latem. A papierowe? Cóż, do tych trudniej mi się przekonać głównie z tego powodu, że nie bardzo umiem je technicznie ogarnąć i zawsze mam niedosyt, kiedy na swoje kwiecisto - scrapowe dokonania spoglądam. Skoro jednak Ania chce kwiatki, to niech nam kwitną te kwiatki cały okrągły rok a gdybym jednak na kartkowe kwiecie pomysłu i chęci nie znalazła, to w obwodzie czekają jeszcze inne wytyczne i można się bez papierowej uprawy kwiatów obejść.
W tym miesiącu Ania postawiła na delikatne i zwiastujące wiosnę przebiśniegi. Zaczęłam od quillingu, który mnie ostatnio jakoś mocno wziął w objęcia i puścić nie chce więc pierwszy przebiśnieg jest w mojej ulubionej formie quillingu konturowego, który na obrazku wydaje się banalnie prosty, ale zaręczam, że to tylko pozory, bo tego jednego, skromnego przebiśniega kleiłam dobrze ze dwie godziny.



Następne kwiatki też są quillingowe ale tym razem w formie klasycznych zwijanych paseczków, co jak widać nie idzie mi najlepiej, ale pracuję nad tym:-)



Do przebiśniegów dorobiłam jeszcze dwie, zgodne z wytycznymi, wielkanocne karteczki. 
Na jednej zamieszkał baranek, który uwiódł mnie swoją radosną fizjonomią...



a na drugiej, króluje biel i samo sedno Wielkanocnych Świąt.




To tyle w temacie styczniowych przebiśniegów, bieli i baranka. Dołączam oczywiście kolaż oraz banerek...



i zaczynam dumać nad krokusami, które - co jest raczej mało radosną informacją zważywszy na porę roku - wykukują już z ziemi całkiem śmiało. Mam wrażenie, że jeżeli pogoda się  nie zmieni to te krokusy  w lutym nie tylko na kartkach nam zakwitną.

Pozdrawiam:-)

Domówka.

Domówka.

Po krótkim, noworocznym spacerze, który miał za zadanie przegonić posylwestrowy ból głowy;-) z przyjemnością wróciłam do ciepłego domu. Wieczór pachnie świeżo zaparzoną kawą i czekoladowymi muffinkami. Zatopiona  w muzyce dobiegającej radiowej Trójki, która jak co roku  częstuje dziś wspomnieniami emitując kolejne pozycje listy "Top Wszech Czasów" z przyjemnością wpadam do blogowego świata. Bo tutaj też ciepło i przyjemnie, prawie jak w domu i mam nadzieję, że na przekór polsko - polskim sporom, to się w tym nadchodzącym roku nie zmieni.
A na dobry początek tego Nowiutkiego Roku przychodzę do Was z serdecznym słowem najlepszych życzeń oraz sercem utkanym z nitek. 


Co prawda utkanym bardzo dawno temu, bo dziś już raczej używam zdecydowanie cieńszego kordonka, ale dopiero niedawno to frywolne serce znalazło swój dom. Powędrowało do znajomych, którzy w świąteczny czas zamieszkali w nowym, wymarzonym domu. Mam nadzieję, że będzie im w nim dobrze, ciepło i serdecznie.






A w moim domu z okazji Świąt zamieszkało za to całe mnóstwo życzeń w niepowtarzalnej, kartkowej oprawie. Zebrałam dziś do zdjęcia te kartki porozstawiane w różnych zakątkach domu i szczerze mówiąc byłam zaskoczona ich ilością:-) Kartki przyleciały od Agatki, Eryki, Ani (Pawanny) Izy, Reni, Hani, Eli, Beatki, Danusi, Dorotki od Kota, Ani Iwańskiej, Justynki, Ewy, Mirki, Justynki (Klimju) i Marysi.


Od Marysi przyniosłam również świąteczne upominki. (worek był  pełen domowych pierników, ale jak widać były bardzo dobre;-))


Kochani serdecznie dziękuję za kartki, za upominki i  za cały miniony, blogowy rok.
Za to, że ciągle tu zaglądacie, że inspirujecie do rękodzielniczego działania i pisania. 
Dziękuję za komentarze, wszystkie ciepłe myśli i oczywiście życzenia. 
Myślę, ze jeżeli chociaż ułamek tych wszystkich dobrych słów się spełni, 
to będzie to cudowny rok:-) 
Czego i Wam, z całego serca życzę!

Poświątecznie

Poświątecznie

Ucichł świąteczny gwar rozmów przy stole. Powoli wracamy do codzienności, która jeszcze przez najbliższe dni będzie pachnieć choinką i świątecznymi potrawami. Lubię ten czas.  Po tym przedświątecznym zabieganiu i radosnym świętowaniu przy wspólnym stole poświąteczne wieczory przynoszą czas na spokój i prawdziwe wytchnienie. Poza tym, ostatnie dni roku niejako z definicji skłaniają do refleksji, podsumowań oraz oczywiście noworocznych planów i postanowień. Życie nauczyło mnie nie przywiązywać wagi do dalekosiężnych planów, w dziedzinie planów jestem więc zdecydowanie krótkoterminowa;-) a jeśli idzie o postanowienia, które mają nasze życie uczynić lepszym, to na nie jest zawsze dobry czas i myślę, że data w kalendarzu nie ma w tym wypadku specjalnego znaczenia.
Data jest za to istotna w blogowych zabawach.
Robótkowo ostatni miesiąc był zdecydowanie śnieżynkowy. Raz, że takie podjęłam zobowiązanie, a dwa, że po prostu jak już zaczęłam śnieżyć, to nie mogłam przestać. Powstał całkiem spory stos śnieżynek szydełkowych i jeszcze większy frywolitkowych. Większość urobku poleciała w świat, trochę wisi sobie na mojej choince>>  a z ostatnich powstała zawieszka zdobiąca domowy korytarz.







Śnieżynkową zawieszkę dorzucam do zabawy w Szufladzie>>


oraz na koronkowe wyzwanie w Towarzystwie Dobrej Zabawy>> bo przecież frywolitka, to  moja ukochana koronka;-)
W temacie blogowych zabaw pozostała mi jeszcze grudniowa Choinka 2019 u Kasi>> Tym razem na kanwie zamieszkał bożonarodzeniowy aniołek. Wpadł mi w oko ten anioł zupełnie przypadkiem. Myślę sobie, że mój osobisty Anioł Stróż musi mieć takie filuterne spojrzenie i równie rozwichrzony włos:-)






Tylko biorąc pod uwagę zadania jakie temu mojemu Aniołowi czasem funduję, to raczej posturę powinien mieć bardziej zdecydowaną;-) Zostawiam Was z moją ulubioną anielską piosenką, która w ten poświąteczny czas, pełen refleksji ale i bożonarodzeniowo - noworocznej nadziei, wspaniale się wpisuje i może dlatego, nie chce się ode mnie odczepić;-)


  Pozdrawiam:-)



Copyright © 2014 Papierolki , Blogger