W trybie off - line.

W trybie off - line.

Czy jeszcze się da?
Trudno dziś wyobrazić sobie świat bez dostępu do sieci. Nawet Ci, którym wydaje się, że żyją obok wirtualnej rzeczywistości tak naprawdę funkcjonują w świecie, który codziennie wykorzystuje terabajty sieciowych danych. Nasze dzieci nie znają innego świata, dla nich "bycie on-line", to nieodłączny element codzienności. Nie zmienimy tego, ani nie zatrzymamy. Cywilizacyjny postęp ma swoje prawa i nie ma co z nimi walczyć. Pozostaje tylko mieć nadzieję, że mimo przytłaczającej dominacji "zdalnego" życia wymuszonej sytuacją nie zapomnijmy jak świat wygląda off-line.
Bo świat nadal jest sobie piękny, jak gdyby nigdy nic. Mimo mgieł i pierwszego, porannego szronu na szybach samochodu w ogrodzie niezmiennie królują jesienne kolory. Spod kołdry liści ciągle śmiało wyglądają kwitnące  niecierpki a na parapecie uśmiechają się pelargonie. Marcinki już niestety przekwitły ale to one były inspiracją do listopadowej kartki na zabawę u Ani>> Tym razem na jednej, jak zwykle minimalistycznej do bólu;-), kartce zmieściłam wszystkie trzy wytyczne. Jest więc quillingowy "marcinek"  i brązowe dechy, które mają "robić" za paski;-)

 

 
Kartki - listopad
 

"Off-linowa" niedziela niestety dobiega końca, skrzynka pocztowa pęka w szwach a teamsowe powiadomienia mrugają niecierpliwie w kącie ekranu. Jutro kolejny dzień zdalnej rzeczywistości, ale zanim znów w tym wirtualnym świecie zniknę, zostawiam Wam trochę zdjęć z ubiegłego, jak najbardziej off-linowego weekendu. Listopadowy Bałtyk poczęstował mnie niebywałym spokojem chociaż te wyludnione zupełnie plaże i pusty hotel dawały znać, że ten spokój jest jakiś  inny, i że przed czasem niepokoju i obaw wcale niełatwo uciec. 
 




 
Bywajcie w zdrowiu :-)

Będzie dobrze...

Będzie dobrze...

Optymizm, jest nam dziś bardzo potrzebny.
Nawet jeżeli podszyty jest odrobiną naiwności.
Dzień, mimo pełnej niepokoju rzeczywistości, był przepiękny.
Wystarczyło odciąć się na chwilę od świata by dostrzec wszystkie bonusy jesieni.
Szelest morza liści pod stopami, promyki ciepłego słońca podkreślające jaskrawość kolorów,
jesień jak z obrazka malarza optymisty.
Jesienny spacer zakończyłam przy biurku. Z przyjemnością trochę jesiennego ogrodu przyniosłam do domu i zamieniałam w szybką i jak zwykle prostotą pisaną kartkę.  Na zabawę u naszej Ani>>
Miały być wrzosy, kokardka i fiolet, ale u mnie zmieścił się tylko fiolet, no i optymizm;-)




 

 

Nie po drodze mi z jesienią. Za dobrze ją znam.
Wiem, że za moment urokliwy czar pryśnie

Ale  będzie dobrze...
i ciepło;-)

i tego się trzymajmy:-)

Wspólnota.

Wspólnota.

Słowo, a raczej stan, którego doświadcza każdy z nas. Życie co rusz dostarcza nam nowych znaczeń owego słowa, począwszy od naszego małego, rodzinnego podwórka na wielkim świecie kończąc.

Wspólnota blogowa, do której dość przypadkowo dołączyłam ponad siedem lat temu (!) z pewnością jest dla mnie bardzo pozytywnym, pełnym dobrych fluidów znaczeniem tego słowa. Przez te lata doświadczyłam tutaj mnóstwa dobrych emocji, wzajemnej troski i wsparcia. Dużo się przez ten czas w moim życiu wydarzyło a internetowy świat popędził do przodu oferując  coraz to nowe namiastki wirtualnych wspólnot. Blogowanie, na tle szybkich, łatwo dostępnych, opartych na obrazie social mediów,  z pewnością większej uwagi i czasu wymaga, ale ma w sobie coś z domowego ciepła i prawdziwego poczucia wspólnoty. I chociaż dziś trochę mnie tutaj mniej, to ciągle z dużą przyjemnością i  radością wracam do blogowego świata i mam nadzieje, że nigdy mi się to nie znudzi;-)  

Ten  przydługi i trochę refleksyjny wstęp to pokłosie końca wakacji i zagonionego września.
13 sierpnia 7 urodziny skończył mój blog a we wrześniu ja świętuję swoje duże i małe urodziny. Ja to nietypowa kobieta jestem i cieszę się każdym mijającym rokiem, chociaż nie miałbym nic przeciwko, gdyby ten czas trochę wolniej mijał:-) W każdym razie kolejną cyferkę wiekową powitałam z radością wspartą oczywiście życzeniami z blogowej wspólnoty. 

Od Justynki>> przyleciały do mnie  frywolne hortensje. Piękne i nietuzinkowe połączenie tego co kocham. (zdjęcia zapożyczone od autorki)

 

 

Przyleciały też upominki w formie przydasi oraz życzenia w różnej formie, między innymi ukryte w pięknych kartkach.

Wszystkim razem serdecznie dziękuję z ogrom dobrych słów, niech się spełnią:-)

Skoro już przy świętowaniu jesteśmy, to i mnie się przydarzyło ostatnio życzenia i upominki w świat posyłać, co chyba równie wielką radość sprawia jak ich przyjmowanie.

Dla sierpniowej jubilatki Marysi>> razem z Justynką>> poczyniłyśmy wspólnie na kukurydzianym polu>> frywolny tryptyk. Moje supełki zamieniły się w aniołka według wzoru Terry McGuffin

a Justynka przybrała go kwiatowymi wzorami według wzorów Ewy Wasyliszyn. Efekt naszej kukurydzianej kooperacji prezentował się tak:

 

Dla odmiany Justynka z okazji sierpniowego jubileuszu frywolitki nie dostała. Dla niej przygotowałam upominek bardzo praktyczny czyli szydełkowy dywanik wedle kolorystycznych wytycznych przyszłej właścicielki, do których razem z "pomocnikiem" od plątania wełenek i sznurków staraliśmy się dostosować. Mamy nadzieję, ze nam się udało;-)