niedziela, 25 września 2016

Wczesnojesienna zaduma.

"Zdmuchnęła mnie ta jesień całkiem", chociaż tak w zasadzie, to jeszcze na dobre się nie zaczęła. I sama nie wiem dlaczego tak mi jesiennie, przecież za oknem wciąż ciepło i słonecznie. Co prawda jakiś deszcz by się zdecydowanie przydał przyrodzie, nie padało od dobrego miesiąca albo i dłużej. Ale nie ma tego złego, przynajmniej co wieczór muszę się "zwlec" z kanapy i dostarczyć trochę wody do ogrodu.
Kanapa to ostatnio moje ulubione miejsce spędzania wolnego czasu, opatulam się kocem, odpalam jakąś muzykę i... dziergam. Wpadło mi do głowy kilka pomysłów szydełkowych naraz, jeden nawet tak szalony, że lepiej nie mówić, więc na razie nie powiem;-), ale za to pokażę ten, który udało mi się skończyć w tym tygodniu. Będzie jak w tytule - wczesnojesiennie. Wydziergałam sobie po prostu ciepłą chustę pod szyję. Sama siebie zaskoczyłam, kiedy robiąc ostatnio zakupy włóczkowe skusiłam się na dodatkowe motki cieniowanej włóczki. Jesienna kolorystyka bardzo mnie zaintrygowała, ale biorąc pod uwagę moje gusta kolorystyczno - odzieżowe, to można śmiało powiedzieć, że był to odważny eksperyment. Czy udany - oceńcie sami - w końcu o gustach się nie dyskutuje.








I jeszcze na smukłej modelce ;-)


Włóczka Nako Vals (akryl premium) w odcieniu nr 85989. Wzór znany i sprawdzony przeze mnie już we wcześniejszych projektach, zaczerpnięty oczywiście z sieci>>.
Chustę dorzucam do  szufladowego  wyzwania>>

http://szuflada-szuflada.blogspot.com/2016/09/wyzwanie-nr-9-zaplatane-wyplatane.html

Mam co prawda zaczętą pracę specjalnie na to wyzwanie, z mojej dyscypliny koronnej, ale jakoś tak nie mogę się zebrać, żeby skończyć, więc nie wiem czy zdążę z prezentacją do końca września. Kanapa zdecydowanie nie służy papierowym splotkom.
 
Zdjęcia robiłam wczoraj łapiąc ostatnie promienie słońca po pracowitym dniu w ogrodzie. Bo w  ogrodzie też poszalałam, wykupiłam pół sklepu różnych gatunków cebulowych i wczoraj najpierw sprzątałam, a potem sadziłam, sadziłam i sadziłam, przy okazji rozmyślając o wiośnie;-)
 A jesień ciągle nieśmiała...







tylko zza płotu pcha mi się do ogrodu bardziej zdecydowanie.


Jak dobrze mieć sąsiada ;-)

Dziękuję za wszystkie odwiedziny i komentarze pod moimi eksperymentami kartkowymi;-) 
Uciekam do ogrodu wygrzać obolałe po wczorajszej gimnastyce mięśnie. A wieczorem opatulę się w koc, legnę na kanapie i z przyjemnością wpadnę do Was, bo chyba  mam trochę zaległości.

Pozdrawiam wczesnojesiennie:)





poniedziałek, 19 września 2016

Poza planem.

Z natury jestem chyba raczej osobą mocno "poukładaną" jak na matematyka przystało;-). Ale czasem, nie wiedzieć dlaczego, robię coś zupełnie niespodziewanie (nawet dla samej siebie), na przekór planom i poczuciu wiecznego braku czasu. Taki na przykład wianuszek z przebarwiających się jesiennie hortensji i suszonej lawendy...



Powstał jakiś czas temu, bo poszłam wyrzucić śmieci i niechcący obejrzałam drzwi z drugiej strony, nie podobały mi się;-) Odgrzebałam upleciony latem lawendowy wianek>>, który zdecydowanie zmienił kolory na subtelniejsze, dowiązałam trochę zasuszonych kwiatów hortensji i teraz drzwi wyglądają trochę lepiej, no i pachną;-) 


Robienia kartek na kolejną, wrześniową odsłonę Anulkowej zabawy >>  też nie planowałam, a wręcz przeciwnie. Oczywiście lubię sobie trochę pokleić, udając z wielką przyjemnością, że "robię kartki", tylko że w moim przypadku,  wrzesień  przyjemnościom zupełnie nie sprzyja.
Potrzebowałam w ubiegłym tygodniu jedną kartkę i jakoś tak z rozpędu zrobiłam trzy, w myśl zasady najtrudniej, to się  zabrać, potem jakoś leci.  Od początku założyłam, że na kartce będzie frywolitka, usupłałam co trzeba, wysypałam na biurko całą zawartość "kartkowego" pudła i  na tym zapał mi się skończył. Bo nic mi do tej frywolitki nie pasowało, ani scrapkowe pozostałości, ani tekturki, ani tasiemki, ani papierki, ani nawet tło. Po dobrej godzinie przymiarek i układanek dałam sobie spokój. Niech się pani frywolitka "broni" sama, skoro taka nietowarzyska :-)

Tym sposobem zaliczyłam niechcący jedną trzecią zabawy robiąc kartkę z koronką.


A reszta oczywiście równie prosta i w podobnym klimacie.  Zajączek z jajem, a nawet zajączki z jajami (grafika z tej strony>>)...



...i rogacizna, która w moim wykonaniu stanowi kwintesencję minimalizmu, ale jest i nawet się błyszczy (śnieżynka od Doroty>>) ;-)



To jak Aniu, przygarniesz mój minimalistyczny spontan? 






A wracając do tytułu posta, to tego posta, też zupełnie nie planowałam, ale taka zmordowana wróciłam dziś z pracy, że musiałam sobie odpocząć, a teraz pędzę do rzeczywistości, bo jakoś tak niespodziewanie dzień mi się kończy;-)
Pozdrawiam:)


środa, 14 września 2016

Myślę sobie...

Jest taka mądra teoria, która mówi, że nasze myśli mają mają moc sprawczą. Coś w tym chyba jest, bo nawet lekarze twierdzą, że pozytywne myślenie pacjenta pozwala skuteczniej leczyć. Oczywiście wcale nie jest łatwo nieustająco myśleć pozytywnie, tym bardziej, że podobno nasz mózg w ciągu dnia podsuwa nam około 60 tys. myśli. (ciekawe, jak oni to policzyli ;-)) Zakładając, że te wszystkie dość hipotetyczne teorie są chociaż w części  prawdziwe, to wymyśliłam sobie, że wcale nie dziwota, że dopadła mnie przedwczesna jesienna chandra, skoro delektując się niewielką ilością wolnego czasu, stale coś dłubię na szaro lub ewentualnie biało-szaro ;-) 
Ogłaszam więc, że pochowałam głęboko wszystkie szare rurki, nitki i wełenki. Będę zaklinać rzeczywistość kolorem :-) Ale to od jutra, bo dziś na pożegnanie szarości wpadam z dwoma szarymi koszyczkami, mam nadzieję, że jeszcze mi wybaczycie tą monotonię.
Pierwszy - bielony szaraczek z serii "scrapkowej". To już ostatni z tej serii, scrapki od Doroty>> mi się w zasadzie skończyły. Jest jeszcze trochę zielonych, ale te sobie zostawiłam, w razie by mnie "naszło" na jakieś kartki ;-)




Szaraczek ma już nowy domek ;-) a ja na pożegnanie szarości wyplotłam sobie kolejny szarak na klucze. Już tyle razy pisałam, że wyplotłam koszyk w tym celu, że możecie pomyśleć, że mam  kluczy jak dozorca wieżowca. Ale co sobie uplotłam i się pochwaliłam, to zaraz znajdował się ktoś w dużej potrzebie posiadania takiego koszyka. 

Tym razem szaraczek trochę większy i bez dodatków, a nawet bez bielenia ;-)




Dla porównania wielkości i kształtu zdjęcie z niedzielnego suszenia;-)


 I to by było na tyle w kwestii szarości i wczesnojesiennych  rozmyślań. 

A na szydełku już kusi kolor i moje kolejne szaleństwo, ale o tym może innym razem.
Dziś niech jeszcze rządzi szarość ;-)









Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...