środa, 7 grudnia 2016

I gdzie ja tak gna(o)m?

No właśnie, gdzie? Ktoś wie, bo ja nie:-). Mój znajomy dentysta na tłumaczenie, że nie mam czasu lubił odpowiadać, że cmentarze są takich pełne. Taki czarny humor, jak na dentystę przystało;-) Żeby nie złapać zadyszki w tej gonitwie znów sobie dziergam drobiazgi dla uspokojenia myśli przed snem.  Tym razem temat podrzuciła mi Anetta>> i jej cudne gnomiki dziergane na drutach. Za druty wolałam się nie łapać i wcale nie dlatego, że nie umiem, bo jeśli się tego nie zapomina, to umiem z pewnością. Za czasów szkolnych dziergałam na drutach sweterki dla lalek wszystkich dzieciaków w rodzinie. Miały piękne warkocze i niezłe wzięcie:-). Kuszą mnie te druty, ale się boję, że kolejnej porcji rękodzielniczych fascynacji mogłabym już nie ogarnąć, więc "dmucham na zimne".
Moje gnomiki są więc szydełkowe i na razie są w fazie testowej, czyli trochę im brakuje do perfekcji.
Jako pierwszy powstał na próbę maluszek, usztywniony stożkową tekturką, tak jak u Anetki. Broda to wplecione, rozczesane i oczywiście przycięte (marny ze mnie fryzjer;-)) frędzle, a nosek doklejony z koralika. 



Drugi jest wyższy i zdecydowanie lepiej odżywiony. Tutaj posiłkowałam się odkopanym w sieci wzorem>> autorstwa Nerissy Muijs. Tylko zapomniałam sobie tez wzór zabrać do snu i dziergałam z pamięci, więc raczej nie do końca się zgadza;-) 



Ta wersja jest wypchana kulką silikonową czyli jest mięciutka i przytulna.
To może jeszcze wspólna fotka dla porównania:


Maluch pewnie powędruje do jakiegoś stroika, a większy zasiedlił kawałek biurka, żeby mi stale przypominać, że nie warto tak gnać:-)


Pozdrawiam i lecę, może uda mi się jeszcze trochę potestować;-)






niedziela, 4 grudnia 2016

Szalona noc;-)

Wpadam tu ostatnio jak po ogień, ale przyznam szczerze, że taki zwariowany czas uświadamia mi zawsze, że jestem uzależniona od tej swojej dłubaniny rękodzielniczej. Całe szczęście, że ten nałóg jest nieszkodliwy, chociaż...
No właśnie, jak nie ma czasu na przyjemności w dzień, to zawsze pozostaje noc;-) Dziś w nocy "zabalowałam" sobie ostro i do czwartej nad ranem kleiłam kartki. 
Wspominałam niedawno o pewnej Szalonej Grupie Mikołajów>>,  która postanowiła wystrzelić w kosmos radości Szalonego Marcina, czyli podopiecznego Domu Pomocy Społecznej w Niegowie i w ramach tegorocznej Robótki>> spełnić jego wielkie marzenie o posiadaniu konsoli do gier. Ze wstępnych ustaleń wynika, że nam się uda:-D, więc jako członek szalonej ekipy wpadałam na równie szalony pomysł, że zgodnie z ideą Robótki do tej konsoli warto by dołączyć kartkę, i co jeszcze bardziej szalone, że tą kartkę zrobię ja. Ja i kartki, to jednak ciągle ryzykowne połączenie:)
Powiedzieć łatwo, zrobić trudniej. Niby w nocy wyobraźnia pracuje lepiej, ale moja się jakoś tej nocy zacięła. W sumie to nakleiłam mnóstwo kartek świątecznych w klimatach niekoniecznie szalonych,  czyli znów czarno-białych;-). Bo jak do mnie się coś przyczepi, to trzyma jak piosenka disco - polo, a poza tym scrapki od Anitki>> takie kuszące.
Więc powstawały sobie karteczki...
Z reniferkiem na przykład:



albo z choineczką...



i jeszcze kilka innych, które pokażę innym razem, żebyście nie umarli z nudów.  A na szarym końcu tego nocnego maratonu, czyli prawie nad ranem, wreszcie zaświtał mi pewien pomysł na kartkę dla Marcina...



Tylko nie wiem, czy jest dostatecznie szalona, bo akurat z kolorowym szaleństwem mam ostatnio mały problem;-).

Pozdrawiam serdecznie i uciekam na drzemkę regeneracyjną po szalonej nocy:-)




niedziela, 27 listopada 2016

Drobiazgi

To ponoć z nich składa się życie. Pewnie coś w tym jest;-). Trochę tych drobiazgów mi się w międzyczasie nazbierało, więc dziś będzie plankton:-D. Konkretniej rzecz ujmując, będą drobiazgi szydełkowo - bawełniane. 
Wiecie jak to jest z dobrodziejstwem zakupów internetowych;-) wygodnie, szybko, tanio(?), tylko niestety "pomacać" się nie da, a najlepsze nawet zdjęcie i opis nigdy w 100% nie oddają rzeczywistości. Biorąc po uwagę powyższe i dorzucając do tego moje niewielkie doświadczenie w dzierganiu mam w swoich zbiorach niezłą kolekcję różnej maści włóczek, które niekoniecznie okazały się w rzeczywistości tym, czego się po nich spodziewałam. Wśród tego przypadkowego zbioru sporo jest kolorowych  bawełnianych motków różnej faktury i grubości. Kiedy potrzebuję zająć czymś ręce niekoniecznie angażując w to głowę, to sięgam po te motki i dziergam sobie bawełniane drobiazgi.
Bawełna wśród dziergających budzi mieszane uczucia. Moje chyba najlepiej, a przy tym bardzo fachowo, zostały opisane na blogu Intensywnie Kreatywnej>>.  Co by nie powiedzieć bawełna ma na pewno sporo zalet,  jest przede wszystkim włóknem naturalnym, a do tego jest mięciutka, niegryząca i można ją bez obaw prać, więc spokojnie nadaje się do dziergania min. sztuki użytkowej;-) 
Wśród moich "użytków" prym wiodą podkładki pod kubki. Proste, a do tego funkcjonalne, bo rzeczywiście chronią blat przed gorącym kubkiem. Chyba już wszystkich znajomych takim zestawem podkładkowym obdarowałam;-).  Moje - domowe - przeszły już sporo, a mimo to ciągle wyglądają całkiem dobrze.



Te jaśniejsze "salonowe" powstały z dropsowego Safrana, a ta ciemniejsza i grubsza czyli "na biurkowa" z mojej ulubionej bawełny merceryzowanej Muskat tej samej firmy. Motek Safrana spokojnie wystarcza na 6 -8 sztuk, z Muskatem już gorzej, bo tu mi zawsze wychodzi 5 sztuk ;-). Takie podkładeczki  poleciały też na aukcję dla Amelki (szczegóły tutaj>>)


Jestem również posiadaczką kilku moteczków dropsowej, recyklingowej bawełny z serii "DROPS ♥ You 5". Nie dzierga się łatwo z tej  mocno rozwarstwiającej się nitki, ale bardzo odpowiada mi efekt "surowości", który ta włóczka pozwala uzyskać. Na razie wydziergałam sobie bawełniane myjki;-). Pomysł podpatrzony gdzieś w sieci wydawał mi się trochę dziwny, ale powiem szczerze, że całkiem dobrze myjki spełniają swoja funkcję, a ja mam okazję testować sobie różne, wymyślane na poczekaniu, sploty szydełkowe.




A żeby zagościło chociaż trochę słonecznego koloru w tym poście, to do bawełnianych drobiazgów dorzucę jeszcze dwie ośmiorniczki.


Powstały z myślą o akcji "Ośmiorniczki dla wcześniaków", o której zapewne słyszeliście, ale nie wpasowały się w zadane wymiary więc na akcję nie poleciały i na razie mieszkają w szafie. Gdyby się komuś jakieś dzieciątka w rodzinie pojawiły, to ja chętnie je oddam (mam jeszcze dwa egzemplarze czekające na oczka, tylko jakoś mi się do igły nie spieszy).

O tych  bawełnianych drobiazgach mogłabym jeszcze długo, ale myślę, że na dziś wystarczy, no bo przecież święta za pasem, czas pomyśleć o czymś bardziej świątecznym ;-)


Pozdrawiam:-)


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...