Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kartkowa zabawa u Ani 2020. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kartkowa zabawa u Ani 2020. Pokaż wszystkie posty
W trybie off - line.

W trybie off - line.

Czy jeszcze się da?
Trudno dziś wyobrazić sobie świat bez dostępu do sieci. Nawet Ci, którym wydaje się, że żyją obok wirtualnej rzeczywistości tak naprawdę funkcjonują w świecie, który codziennie wykorzystuje terabajty sieciowych danych. Nasze dzieci nie znają innego świata, dla nich "bycie on-line", to nieodłączny element codzienności. Nie zmienimy tego, ani nie zatrzymamy. Cywilizacyjny postęp ma swoje prawa i nie ma co z nimi walczyć. Pozostaje tylko mieć nadzieję, że mimo przytłaczającej dominacji "zdalnego" życia wymuszonej sytuacją nie zapomnijmy jak świat wygląda off-line.
Bo świat nadal jest sobie piękny, jak gdyby nigdy nic. Mimo mgieł i pierwszego, porannego szronu na szybach samochodu w ogrodzie niezmiennie królują jesienne kolory. Spod kołdry liści ciągle śmiało wyglądają kwitnące  niecierpki a na parapecie uśmiechają się pelargonie. Marcinki już niestety przekwitły ale to one były inspiracją do listopadowej kartki na zabawę u Ani>> Tym razem na jednej, jak zwykle minimalistycznej do bólu;-), kartce zmieściłam wszystkie trzy wytyczne. Jest więc quillingowy "marcinek"  i brązowe dechy, które mają "robić" za paski;-)

 

 
Kartki - listopad
 

"Off-linowa" niedziela niestety dobiega końca, skrzynka pocztowa pęka w szwach a teamsowe powiadomienia mrugają niecierpliwie w kącie ekranu. Jutro kolejny dzień zdalnej rzeczywistości, ale zanim znów w tym wirtualnym świecie zniknę, zostawiam Wam trochę zdjęć z ubiegłego, jak najbardziej off-linowego weekendu. Listopadowy Bałtyk poczęstował mnie niebywałym spokojem chociaż te wyludnione zupełnie plaże i pusty hotel dawały znać, że ten spokój jest jakiś  inny, i że przed czasem niepokoju i obaw wcale niełatwo uciec. 
 




 
Bywajcie w zdrowiu :-)

Będzie dobrze...

Będzie dobrze...

Optymizm, jest nam dziś bardzo potrzebny.
Nawet jeżeli podszyty jest odrobiną naiwności.
Dzień, mimo pełnej niepokoju rzeczywistości, był przepiękny.
Wystarczyło odciąć się na chwilę od świata by dostrzec wszystkie bonusy jesieni.
Szelest morza liści pod stopami, promyki ciepłego słońca podkreślające jaskrawość kolorów,
jesień jak z obrazka malarza optymisty.
Jesienny spacer zakończyłam przy biurku. Z przyjemnością trochę jesiennego ogrodu przyniosłam do domu i zamieniałam w szybką i jak zwykle prostotą pisaną kartkę.  Na zabawę u naszej Ani>>
Miały być wrzosy, kokardka i fiolet, ale u mnie zmieścił się tylko fiolet, no i optymizm;-)




 

 

Nie po drodze mi z jesienią. Za dobrze ją znam.
Wiem, że za moment urokliwy czar pryśnie

Ale  będzie dobrze...
i ciepło;-)

i tego się trzymajmy:-)

W lesie jestem ;-)

W lesie jestem ;-)

A właściwie to chciałbym być. Bo ja kocham las. Uciekam do niego kiedy tylko czas pozwala odpocząć od zgiełku życia.  Kocham tą ciszę, rozproszone koronami drzew światło, zapach przesiąkniętego żywicą powietrza i radość mojego psa goniącego za sarną.
Za oknami  coraz śmielej panoszy się jesień więc zapewne i las stroi się jesiennie. Częstuje grzybami i rozkłada pod stopami szeleszczący dywan z liści. W taki piękny dzień jak dziś spacer po lesie byłby jak promocja w spa, nic tylko brać ;-)

Tymczasem ja zabłąkałam się zupełnie w głębokim lesie codzienności i nijak nie mogę się wydostać. Taki czas, który mam nadzieję w końcu minie i pozwoli nacieszyć się jesiennym słońcem i leśnym spokojem

Z tej mojej miłości do lasu poczyniłam kiedyś pewien zakup w formie wełnianego kokonka. Jak mój ukochany, jesienny las - pomyślałam - kiedy go wypatrzyłam na sklepowych półkach. Oczywiście kupiłam ;-) Schowałam głęboko do szafy, co by się zakup postronnym w oczy nie rzucał i czekał sobie  ten mój wełniany las, na swój czas, kusząc kolorami ilekroć do tej szafy zaglądałam.
Kiedy kątem zagonionego oka dostrzegłam jakieś dwa tygodnie temu temat wrześniowego wyzwania w Szufladzie wiedziałam, że muszę. No po prostu muszę. Nieważne, że po nocach, nieważne że czasu mało, muszę i koniec! :-)
Skończyłam wczoraj, około północy, potem jeszcze pilnie blokowałam z godzinkę, ale mam:-)
Chusta według wzoru "south bay" z "leśnego" kokonka o długości 1800 metrów. Zostało z niego trochę czarnego koloru ale na dwa kolejne rzędy (sekwencja wzoru) niestety by nie wystarczyło więc tylko rząd wykończenia jest czarny. To jedna z największych chust jakie wydziergałam. 120 cm długości i 250 cm szerokości chociaż nie naciągałam zbyt mocno przy upinaniu, aby wzór był mniej "przewiewny"
Na szczęście udało mi się dziś wrócić przed zachodem słońca więc są i zdjęcia, dużo zdjęć:-) 












To może jeszcze inspiracja, czyli nasz (mój i Neli) ulubiony leśny zakątek

Oczywiście zanim się w las otulę posyłam go do Szuflady>>:

Myślę, że i do Reni>> mogę podesłać, co by  babie lato przywołał.


Wrzesień się dziś kończy więc skoro już się "dorwałam" do bloga, to jeszcze może kartkę na zabawę u Ani>>  tu zostawię. Na pomarańcz jakoś nie miałam ochoty ale róże i sznurek udało mi się przemycić ;-)






Pozdrawiam tych, którzy tu jeszcze zaglądają i lecę szukać drogi w ciemnym lesie obowiązków, kiedyś mam nadzieję znajdę i wtedy z przyjemnością do blogowego świata wrócę :-)

Wakacje w kukurydzy...

Wakacje w kukurydzy...

a ściślej, w małym drewnianym domku otoczonym bezmiarem pól, otulonym spokojem i sielskim klimatem. To miejsce położone zaledwie kilka kilometrów od mojego domu odkryłam na początku lata zupełnie przypadkiem i zupełnie nieprzypadkowo wymyśliłam sobie, że jak na te niepewne czasy, to będzie wspaniałe miejsce na wakacyjny reset. Oczami wyobraźni widziałam jak zasiadam na tarasie z czółenkiem w ręku i popijając kawę, tudzież inne uprzyjemniacze;-), chłonę zapachy i smaki wiejskiego lata. Do tego wymarzonego obrazka brakowało mi tylko bratniej duszy, która ten mój sielsko - wakacyjny, dobrze przyprawiony rękodziełem zapał podzieli, ale i z tym "problemem" uporałam się szybko i dość zdecydowanie:-)
Tym oto sposobem w drewnianym domku sąsiadującym z bezkresnym polem kukurydzy, położonym nieopodal rezerwatu Buczyna i malowniczego jeziora Nienawiszcz, zamieszkały na tydzień dwie, trochę szalone rękodzielniczki, czyli Justynka>> i ja:-)
 

Dobry i piękny to był czas... 

 

Wymarzona pogoda, cudowne miejsce i wspaniałe towarzystwo, czego chcieć więcej. Czas upływał nader przyjemnie a plan "bez planu" działał jak w zegarku powodując, że kolejne dni biegły zdecydowanie za szybko. Z całą pewnością spędziłyśmy ten tydzień bardzo twórczo dbając zarówno o stan ducha jak i ciała, które zasmakowało pieszych i rowerowych wycieczek, czasami dość ekstremalnych, jak na nasze dość skromne możliwości sprzętowo - kondycyjne;-)
Jedno jest pewne, nie nudziłyśmy się ani chwili, a nawet rzec by można "zarobione" byłyśmy od świtu (Justynka) do nocy (ja) :-)
Dziś, z racji kończącego się miesiąca zapraszam na odsłonę kartkową kukurydzianych wakacji. Ania>> w tym miesiącu zadała nam słonecznik w towarzystwie żółtego oraz kropek i myślę, że na każdej z kartek coś mi się udało z wytycznych przemycić.

Najpierw quillingowy słonecznik, który biesiadował z nami cały dzień i trochę nocy, bo dość pracochłonny się okazał. Obowiązkowo na tle rozgwieżdżonego nieba, które co noc rozkwitało nam nad głową niezmącone miejskim światłem.

Nie mniej uwagi kosztował jego frywolny odpowiednik, wysupłany według wzoru MCtattingH>> "wypatrzonego" przez Justynkę.


A na kartkowy, frywolny deser skusiła nas jeszcze hortensja tej samej autorki.

Cały komplet trzech kartek posyłam oczywiście do Ani.

 

A jako dowód wspaniałej, twórczej komitywy, nasz wspólny Justynki i mój, kartkowy dorobek.


To oczywiście zaledwie ułamek naszych twórczych poczynań w polu kukurydzy, ale z radością ubraną we wspaniałe wspomnienia będę sięgać do naszych wspólnych prac w następnych postach. 

A dziś, w ten jeden z ostatnich wolnych wieczorów życzę Wam
dobrej nocy i pełnego słońca ostatniego, wakacyjnego weekendu.

 
P.S. Tak sobie pomyślałam na sam koniec, że dobre rzeczy promować należy więc tutaj>> znajdziecie informacje o miejscu, w którym byłyśmy.
Copyright © 2014 Papierolki , Blogger