Pokazywanie postów oznaczonych etykietą torba. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą torba. Pokaż wszystkie posty
Morskie opowieści - finał sezonu ;-)

Morskie opowieści - finał sezonu ;-)

Lato rozgościło się na dobre i pewnie dlatego tak trudno zebrać mi się do blogowania. Niestety to ostatnie chwile tego letniego ukojenia. Już za moment znów życie zacznie pędzić nie wiadomo dokąd i po co. Ale póki co jest  pięknie i nawet pogmatwana rzeczywistość zdaje się toczyć gdzieś poza mną.  Nocne niebo rozświetlają Perseidy, w ogrodzie królują hortensje, wśród budlei  trwa nieustający motyli nalot a powietrze drży od upału. Na ochłodę mam więc dla was ciąg dalszy sznurkowej, morskiej opowieści. Z pozostałości sznurka, którego zapas dość spory się okazał wyheklowałam sobie torbę,  dla odmiany w wersji okrągłej. 

Niby wolę zdecydowanie mieć wolne ręce, czyli torbę nosić na ramieniu ale w tej wersji pasek sobie odpuściłam i przyznam, że i do takiej wersji transportowej można się przyzwyczaić. Chociaż torba specjalnie duża nie jest (około 35 cm średnicy) to troszkę się nagimnastykowałam przy dzierganiu,  bo ten tkany ścieg jest dość "niewygodny" w wykonaniu. Myślę jednak, że efekt wart wysiłku. Zresztą oceńcie sami...

 
 




 
Prawdziwy kolor jak zwykle trudny do oddania na zdjęciu, ale starałam się:-) 
Torbę posyłam do wakacyjnej odsłony zabawy u Reni>>

7 z 12

a sama w nadchodzący weekend uciekam na kilka dni naładować akumulatory dobrą energią  wśród wiejskich pól i lasów a potem... , w zasadzie nie wiem co będzie potem, więc pozostańmy przy wakacjach;-)

Pozdrawiam ciepło:-)

Trochę zimy, trochę lata.

Trochę zimy, trochę lata.

Dobrze, że luty w tym roku "przestępny" bo ten jeden gratisowy dzień roku, który właśnie mija, sprawił, że mimo oporu życiowej materii dałam radę wyhaftować coś na choinkowa zabawę do Kasi. Tym razem sięgnęłam po raz pierwszy w mojej młodej, hafciarskiej karierze po kanwę plastikową i powiem wam, że miło zaskoczona jestem, bo wyszywa się na tym plastiku całkiem przyjemnie i sprawnie. Postawiłam na prosty, norweski wzorek gwiazdki. W tym miesiącu powstała jedna strona zawieszki, w kolejnym mam plan na drugą. Czy plan się powiedzie czas pokaże;-)
Moja lutowa gwiazdeczka prezentuje się tak...




Posyłam ją oczywiście na Choinkę2020>>

 

A skoro luty pachnie zdecydowanie bardziej wiosną niż przypisaną mu od wieków zimą, to dla równowagi termicznej mam jeszcze do pokazania sznurkową, letnią torbę, która już jakiś czas temu z misją specjalną w świat poleciała, ale na blogu jakoś nie miała okazji się zaprezentować
Nigdy specjalną fanką różowego koloru nie byłam, to przyszła właścicielka poprosiła  o różową wersję moich sznureczków i przyznam, że efekt i mnie bardzo się spodobał .








Sznurkowe dzierganie, chyba jakąś strunę w głowie poruszyło bo chodzi za mną uparcie pewien bardzo kolorowy szydełkowy pomysł. Trochę zimowy, trochę wiosenny i jak zwykle  zaskakujący jak na możliwości czasowo - organizacyjne, ale cóż, w tym cały urok tego rękodzielniczego hobby, że nigdy nie wiadomo co się człowiekowi w tej zakręconej głowie urodzi.
Potrzebną włóczkę zamówiłam i mam nadzieję, że ochota na  dzierganie mi nie przejdzie zanim efekt spontanicznych zakupów trafi w moje ręce;-) 

Pozdrawiam ciepło:-)

Dlaczego ogórek nie śpiewa?

Dlaczego ogórek nie śpiewa?

 Pytanie to, w tytule
postawione tak śmiało,
choćby z największym bólem
rozwiązać by należało.

Jeśli ogórek nie śpiewa,
i to o żadnej porze,
to widać z woli nieba
prawdopodobnie nie może.

Bo może gdyby ten ogórek śpiewać mógł, byłoby dużo przyjemniej w sezonie ogórkowym, który z tego słynie, że życie zwalnia. Moje, mimo wakacji, jakoś zwolnić nie chciało. Ogórki wspierane dzielnie przez fasolkę, cukinie, wisienki, porzeczki, jagódki, malinki, śliwki... oraz remoncik (niby niewielki) i inne życiowe okoliczności miały w tym moim letnim zabieganiu udział niemały.
Życie blogowe też jakoś w odstawkę poszło, bo oprócz powodów wyżej wymienionych mój laptopik pojechał sobie na ekskluzywne wakacje (na mój koszt oczywiście) do serwisu a limit przesyłu danych w sieci komórkowej skutecznie ograniczył życie on-line.


Lecz jeśli pragnie? Gorąco!
Jak dotąd nikt. Jak skowronek.
Jeżeli w słoju nocą
łzy przelewa zielone?

Krótkie wakacje od wszystkiego, chodziły mi jednak po głowie uparcie odpędzane zdrowym rozsądkiem i poczuciem misji;-) nie tylko ogórkowej. Aż w końcu, nęcona serdecznym zaproszeniem Justynki>>, pewnej bezsennej nocy postanowiłam, najogólniej mówiąc, zwiać na trochę od tych wszystkich sezonowych atrakcji i z prowincji  wyruszyć śmiało na podbój stolicy.  Kiedy wczesnym rankiem z walizką  wsiadłam do samochodu z radiowych głośników jak na zawołanie usłyszałam "W moich snach wciąż Warszawa, pełna ulic, placów, drzew..."
Ulic i placów w tej wyprawie było co prawda niewiele ale był upragniony odpoczynek, zaciszny ogródek u Justynki i taras, na którym przy smacznie zastawionym stole w towarzystwie mojej wspaniałej Gospodyni, gościnnie bytującej Fiesty (przeurocza jamniczka) i wpadającej z sąsiedzkimi wizytami Dorotki od kota>> w gwarze rozmów oraz przyśpiewek;-) toczyły się nieustające rękodzielnicze warsztaty.
Królowała oczywiście frywolitka. W zasadzie to pomysł przywiozłam ze sobą, w uszach go miałam i tak się jakoś dziewczynom spodobał (wzór podpatrzony na Pintereście  u Alessandry Filippi), że uruchomiłyśmy produkcję hurtową. Pojechałam z jedną parą kolczyków, wróciłam z czterema...


 Z czego trzy pary w stołecznych klimatach powstały.



Nasz wspólny urobek oczywiście był bogatszy, a na zdjęciu zrobionym w trakcie pracy trochę egzemplarzy brakuje;-)


Na dodatek pod fachową opieką Justynki poczyniłam swoją pierwszą bransoletkę na krośnie i załapałam kolejnego, rękodzielniczego bakcyla (krosno już zamówione).



Było też wspólne quillingowanie i kartkowanie, ale o tym może opowiem innym razem, bo co nieco muszę jeszcze wykończyć.
Oprócz kolczyków w uszach zabrałam do stolicy także sznurkową torbę w Justynkowych, ulubionych kolorach aby chociaż w tak skromny sposób za zaproszenie się odwdzięczyć.





Torba została w stolicy rękodzieła, a ja wróciłam do domu z ogromnymi zapasami dobrej energii, które już dziś częściowo spożytkowałam, bo warzywnik i ogórki oczywiście, świetnie sobie beze mnie radzili.


Z serwisowych wakacji wrócił też dziś laptop więc mam nadzieję trochę blogowe życie odświeżyć.

Mijają lata i zimy,
raz słoneczko, raz chmurka;
a my obojętnie przechodzimy
koło niejednego ogórka.

A tymczasem taki niepozorny ogórek może być powodem bardzo szalonego pomysłu, który zaowocował wielkim bagażem pozytywnych emocji i z pewnością całym albumem dobrych, wakacyjnych wspomnień.  

Justynko i Dorotko bardzo, bardzo serdecznie dziękuje za ten wspólny czas, za wspaniałą gościnę, "nocne Polaków rozmowy" i święty spokój, który bywa cenniejszy niż wszystkie warszawskie atrakcje, zabytki i muzea razem wzięte;-)
 
Pozdrawiam:-)
 (i pan Gałczyński)

Czas na przyjemności ;-)

Czas na przyjemności ;-)

Lubię pierwszy dzień Nowego Roku. Niby nic wielkiego, tylko inna cyferka w kalendarzu, ale gdzieś tam podświadomie czuje się powiew świeżości. Przynajmniej ja tak to odbieram i raczej nie jest to tylko efekt wichury, która mnie dziś skutecznie zniechęciła do tradycyjnego, noworocznego spaceru.  Ale dzień i tak był piękny, bo zgodnie z dobrą wróżbą spędziłam go tylko na przyjemnościach.  Cały dzień świetnej muzyki za sprawą Trójkowego Topu Wszechczasów sączącej się z radiowego głośnika, a do tego trochę szydełka, trochę frywolnych supełków, trochę pogawędki z przyjaciółmi, aromatyczna kawa i czekolada:-). Jaka szkoda, że jutro już rzeczywistość będzie zdecydowanie mniej przyjemna, ale zanim to nastąpi mam jeszcze kilka przyjemności do pokazania.
Najpierw mała zaległość, bo torba powstała jako świąteczny upominek przed samymi Świętami. Nic nowego jeżeli chodzi o pomysł, za to rozmiar, na życzenie, zdecydowanie mniejszy (około 27cm x 25cm) 



Wnętrze za to trochę świąteczne:-)


A jeśli o supełki idzie, to  kilka dni temu wróciłam do supłania renulkowej>> serwetki Wiosna 2018. Gdzieś mi się odnalazło przypadkiem wśród kordonków kilka pierwszych rządków i postanowiłam kontynuować pracę, może do następnej wiosny uda mi się skończyć.
I to jest w zasadzie, moje jedyne, oficjalne postanowienie noworoczne na dziś. 


W ramach małego przerywnika od serwetki przećwiczyłam zaproponowane na naszej frywolnej facebookowej grupie rozetki i takie  sreberka sobie usupłałam, żeby karnawał poczuć przynajmniej w uszach;-)



Na zakończenie jeszcze jedna przyjemność. Pochwalę się, że moje  frywolne bombki>> zyskały uznanie w szufladowym wyzwaniu >>.


Przyjemność jest podwójna, bo wśród prac wyróżnionych znalazł się także frywolny łapacz Justynki>>, a więc nasza kochana frywolitka tym razem została doceniona:-)

A  w tym Nowiutkim Roku z wielką przyjemnością życzę Wam dużo zdrowia,
niemniej miłości, spokoju, przyjemności i radości wokół. 
Poza tym oczywiście mnóstwa nowych, twórczych pomysłów.
Myślę sobie, że jak te pomysły będą to i czas na przyjemności się gdzieś znajdzie;-)

Pozdrawiam serdecznie:-)
Lato w pełni :-D

Lato w pełni :-D

Wrzesień nas częstuje prawdziwie letnią pogodą, a ja nie mam absolutnie nic przeciwko. Mimo, że zieleń już nie tak soczysta, hortensje nabrały ciepłych barw, a chłodne wieczory i wilgotne od rosy poranki delikatnie przypominają, że przyroda szykuje się na zmiany, to z prawdziwą przyjemnością celebruję pełne słońca weekendy i coraz krótsze popołudnia. Nie spieszno mi zupełni do depresyjnej jesieni i dlatego kupione wrzosy ciągle czekają na swój czas ukryte w kącie ogrodu;-) 
Bo przecież, czy tak wygląda jesień...


A skoro ciągle mamy lato, to z letnimi zaległościami wpadam dziś do Was wygnana chłodem wieczoru z ogrodowego posiedzenia przy czółenkach.
Najpierw czekająca ciągle na prezentację, prawdziwie letnia sznurkowa "torebusia", wydziergana na specjalne życzenie, dla sierpniowej solenizantki Marysi. Podszyta groszkami i ubrana w parę kolorowych koralików absolutnie do jesieni nie pasuje...






Letnio kolorowy był też "rumpuć", którym pochwaliłam się tutaj>>, a który ku mojej wielkiej radości zmieścił się na podium w papierowym wyzwanie na blogu Diy zrób to sam>>

https://diytozts.blogspot.com/2018/09/wyniki-wyzwania-34-zrobione-z-papieru.html

Żeby tej letniej radości nie było za mało, przyleciał też do mnie prawdziwie letni, a nawet wiosenny upominek, od Rudej z bloga Nie z Chin>>. Skuszona pięknymi uszytkami i innymi pracami, które Agnieszka pokazuje na blogu, zgrzeszyłam i zapisałam się do zabawy "Podaj dalej". Raczej unikam takich zabaw, nie lubię zobowiązań długoterminowych;-). Tymczasem Agnieszka zaskoczyła mnie bardzo szybką paczuszką z piękną, kolorową, pikowaną kosmetyczką, którą przetestowałam już podczas wypadu na morze. A do kosmetyczki dołączone były śliczne, prawdziwie wiosenne tulipanki. 




Agnieszko serdecznie dziękuję i oczywiście zgodnie z zasadami zabawy będzie mi miło jeżeli znajdą się dwie kolejne osoby, które zechcą przygarnąć upominek ode mnie. Mam cały rok na przygotowanie, więc powinnam się wyrobić;-). Chęć zgłaszamy oczywiście w komentarzu pod postem. Zapraszam:-)
To tyle lata na dziś, ale mam nadzieję, że pogoda będzie nas jeszcze długo słonecznym latem rozpieszczać, a wrzosy schowane w kącie się nie obrażą.
Pozdrawiam serdecznie, życząc prawdziwie letniego tygodnia:-)


Copyright © 2014 Papierolki , Blogger