niedziela, 30 października 2016

Ctrl -alt -del.

Dawno mnie tu nie było, zawiesiłam się i jakiś czas działałam w trybie - delikatnie mówiąc - awaryjnym. Jakże byłoby fajnie mieć w życiu takie trzy magiczne klawisze do dyspozycji i wstukać sobie reset, kiedy jakiś nieproszony program zawiesza nam wiecznie niestabilny system, a co gorsza powoduje, że nie mogą działać inne programy. Niestety magicznych przycisków brak, więc trzeba sobie jakoś radzić. C'est la vie;-)
Pisałam niedawno, że ostatnio bardzo chętnie sięgam po szydełko. Chyba pogoda za oknem ma na to wpływ, bo wyjątkowo sprzyja przytulaniu się do mięciutkiej włóczki. 
Z tego jesiennego przytulania wyszło mi..., coś do przytulania. Taką sobie podusię wydziergałam niedawno...




Uwielbiam takie patchworkowe klimaty. Włóczka jest mięciutką mieszanką bawełny i akrylu. Kolory w rzeczywistości są trochę żywsze niż widać to na zdjęciach. Samo dzierganie to przyjemność, zdecydowanie gorzej u mnie ze zszywaniem i doszywaniem spodu powleczenia (masakra właściwie, szczególnie ten spód). Można oczywiście łączyć kwadraty już podczas szydełkowania, ale wtedy trudno się komponuje kolorystycznie całość,  bo trzeba ją sobie wyobrazić. Poducha ma wymiary 50cm x 50cm więc w sumie jest dość spora. Takie sobie nieopatrzenie kupiłam, aż trzy sztuki ;-), robiąc szybkie zakupy po remoncie. Na razie obdziergałam jedną, reszta się robi.

Zostawiam Was więc na swojej kanapie, przytulcie się do podusi:)


bo ja muszę lecieć zalogować się w kuchni;-)

Ale wieczorem z przyjemnością wrócę na kanapę i zobaczę co u Was, bo taki reset zdecydowanie mi się należy po przydługim okresie zawieszenia.


Pozdrawiam:)

poniedziałek, 10 października 2016

Falowanie i spadanie...

śpiewała dawno temu Kora. W sumie to nawet mądra piosenka jest, chociaż ma raptem kilka linijek tekstu. Kiedy ten przebój Maanamu okupował szczyty list przebojów byłam zbuntowaną nastolatką zakochaną w rockowych klimatach, której się oczywiście wydawało, że posiadła wszelkie życiowe mądrości i kiedyś zawojuje świat. Z tego wszystkiego pozostała mi chyba jedynie buntownicza natura, i to ona mnie dziś napędza najbardziej. No dobra, dość tych sentymentów;-)
Faluję ostatnio mocno;-). Spodobały mi się więc doświadczenia z falującymi splotkami i brnę dalej, próbując dopracować szczegóły techniczne. A z tego próbowania takie coś mi ostatnio wyszło...






Kolory podpowiedziała jesień, która mimo szarego nieba ciągle barwna. W sumie za czerwienią nie przepadam, ale to dobry kolor dla buntowników;-)



Nie wszystko jeszcze udało się tak jak zakładałam, ale chyba nie jest najgorzej, jak myślicie?

A teraz chciałabym się znów trochę pochwalić. Ostatnio domownicy patrzą na mnie z lekkim podejrzeniem, bo ciągle jakieś paczki do mnie przychodzą. Część z nich to moje dziwne zakupy robótkowe (ale o tym cicho sza ;-)), a część to paczuszki mniej lub bardziej spodziewane.
W piątek dostałam przesyłkę od Justynki, z upominkiem za udział w naszej "Wspólnej nauce frywolitki" organizowanej przez Justynkę>> i Renię>>


Właściwie jest to nagroda za udział w konkursie, którego nie było ;-) szczegóły tutaj >>.
Dostałam śliczne i delikatne gwiazdki robione na widełkach. Bardzo zapachniało Świętami...
 
Justynko dziękuję serdecznie:)
Przypomniałaś mi, nie tylko że Święta za pasem, ale też że dawno nie miałam czółenka w ręku.

Pochwaliłam się ostatnio na blogu, tutaj>> piękną urodzinową karteczką od Ani>>  napisałam też, że do kartki dołączone były  scrapki. Bo wiecie jak to jest w blogowym świecie, napisz tylko, że czegoś Ci brak, a zaraz jakieś dobre dusze się znajdą.
Ania podesłała mi scrapki zupełnie niespodziewanie, a ja w międzyczasie umówiłam się na też na małą wymiankę z Anitką>>. Miałam dostać kilka scrapków na koszyczki, kilka według naszej koleżanki Anitki wygląda tak!


Jest tego taka różnorodność, że jeszcze wszystkich nie przejrzałam, a dokładając do tego scrapki od Ani, to chyba fabrykę koszyków będę musiała uruchomić, albo zmienić specjalizację..., na kartkową.
Ale to nie koniec prezentów. Anitka pisząc komentarz pod moim postem z deklaracją, że podeśle mi trochę scrapków nie zauważyła, że przemądrzały edytor telefonu zamienił słowo "scrapki" na "syropki". W pierwszej chwili nie załapałam, o co chodzi z tymi "syropkami" więc zażartowałam sobie, że syropki, to ja tylko na spirytusie.
Dziś, oprócz scrapków, dostałam jeszcze śliczny decoupagowy komplecik (moje kolorki;-))...


w pudełeczku były cukierasy (z zawartością odpowiednią:)), a w buteleczce własnej roboty naleweczka.  Anita już mnie ostrzegła, że nalewka ma moc mocno rozweselającą. Chwilowo nie mogę skorzystać z tych mocy, ale schowałam głęboko, żeby zawartość nie wyparowała, a zresztą uśmiałam się dziś przy rozpakowywaniu przesyłki, więc moce działają i bez próbowania. Oczywiście jak tylko będę mogła to... niech sobie świat trochę pofaluje, przeciwko takiemu falowaniu nie zamierzam się buntować ;-)
Dziękuję Wam serdecznie za komentarze, odwiedziny i wszystkie życzenia urodzinowe.
"Spadam" falować, póki co bez naleweczki :)


Ola.

sobota, 8 października 2016

[*] [*] [*]

Danusiu...

Wciąż nie dowierzam...
już nie napiszesz o swoich misternych krzyżykach...
nie dostanę sms-a "Olu ratuj, komputer mi padł"...
nie pogadamy wieczorem na Skypie...
Obiecałam Ci niedawno, że w końcu oprawię, fachowo - jak kazałaś, Twoje haftowane różyczki, 
nie zdążyłam...

http://dorianowo.blogspot.com/

Żegnaj Danusiu.

Spoczywaj w pokoju.
[*]

Ola

środa, 5 października 2016

Post pozytywny ;-)

Za oknem przez cały dzień granatowe niebo, wiatr i nieustająca od wczoraj ulewa. Nawet pies nie  kwapi się do wyjścia na zewnątrz. Snuję się po domu jak cień, próbując skorzystać z wolnego popołudnia, ale  jakoś mi to kiepsko idzie. Pomyślałam sobie, że może chociaż posta napiszę, ale posta też składam od kilku godzin szukając w głowie kilku logicznie zbudowanych zdań. Pogoda  przygnębiająca i niespokojna, zupełnia jak ja. Mam ochotę zakopać się w ciepły koc i przespać kilka następnych dni, tylko ze spaniem też kiepsko, brr...
No to "se" ponarzekałam...;-), a teraz do rzeczy. Bo ten post ma być pozytywny, na przekór pogodzie i  życiowym okolicznościom.
Kiedyś zupełnie spontanicznie wspomniałam na blogu o swoich urodzinach. Bo ja nietypowa kobieta jestem i od jakiegoś czasu każdą zmianę cyferki witam z niekłamaną radością. Oczywiście zupełnie zapomniałam o tym wtrąconym gdzieś między wierszami zdaniu.
Jakież było moje zdziwienie, gdy w przeddzień tych moich urodzin dostałam przesyłkę, a w niej...


przepiękna haftowana kartka, w moich ulubionych kolorach, w moim ulubionym stylu.  Prawdziwe, misternie wyhaftowane cudeńko od naszej kochanej Ani>>


Do kartki dołączona była paczuszka scrapków, takich w sam raz na koszyki, więc będę Wam się nimi chwalić przy okazji. 
Aniu bardzo serdecznie dziękuję! 
A skoro już przy prezentach jesteśmy, to czas najwyższy pochwalić się tym, co dostałam od Mirki>>,  z którą, już po raz drugi, udało nam się spotkać na babskich pogaduchach w realu, bo jak się kiedyś przypadkiem okazało, mamy z Mirką wspólne korzenie terytorialne;-)
Przy okazji spotkania zostałam obdarowana garścią  uszytek, serwetek i innych drobiazgów...

które schowane były w ślicznej, oczywiście uszytej przez Mirkę torbie...



I znów, mój styl, moje kolory :-), aż dziw, ze nasze blogi pozwalają nam tak dobrze się poznać.
Mirko bardzo dziękuje!,
za spotkanie, pogaduchy i prezenty.
I oczywiście zapraszam nieustająco, jeżeli tylko będzie Ci po drodze :-)

Kartka na stałe zamieszkała na półce, z torby też już korzystam, a przydasie i scrapki czekają na lepsze czasy;-)
A ja, z różnym skutkiem, próbuję  falować....

dziergać...


i przetrwać w jednym kawałku następne dni.

Jak mi się uda, to się odezwę ;-)