sobota, 30 stycznia 2016

Heavy metal ;)

Skrzy się na blogach ostatnio  i to nie z powodu pięknej śnieżnej zimy, bo ta  zamieniła się raczej  w ponurą jesień, a za sprawą Reni>>, która razem z Justynką>> koniecznie chciała żebyśmy coś "ozłocili"  ćwicząc kolejną umiejętność we wspólnej nauce decu>>  To zdecydowanie nie moje klimaty. W ogóle nie przepadam za złotem, nawet biżuterię mam tylko srebrną i to najczęściej jest srebro oksydowane, które trochę mniej się błyszczy :-) 
Idąc właśnie tropem tego srebra i wykorzystując najprostsze metody czyli folię aluminiową i klej postanowiłam jednak spróbować. W końcu jak zadanie, to zadanie i nie ma co marudzić. Posrebrzyłam wieko mojej doświadczalnej skrzyneczki, na której ćwiczyłam swoje artystyczne zapędy już nie jeden raz,  więc  była dość mocno sfatygowana kolejnymi szlifowaniami i nie było mi jej żal. Zamiast reliefów użyłam serduszka frywolitkowego, na którym swego czasu trenowałam czółenko (w zasadzie to wpasowałam się też w styczniowy temat nauki frywolitki:-D). W narożnikach przykleiłam po prostu półokrągłe perełki imitując ćwieki albo śrubki. Żeby nie było tak zupełnie ciężko, ponuro i zimno dodałam troszkę tasiemki. Efekt oceńcie sami, ja nie jestem obiektywna;-) 


  

 


Zdecydowanie wolę lżejsze tematy, najlepiej papierowe ;-) więc na przełamanie mrocznych klimatów proponuję coś bardziej kolorowego i praktycznego:




Mroczną skrzynkę wrzucam do zabawy...>>

a kubek zostaje u mnie ;-)

Pozdrawiam serdecznie:-)
Ola

środa, 27 stycznia 2016

Upcykling?

Upcykling - forma przetwarzania wtórnego odpadów, w wyniku którego powstają produkty o wartości wyższej niż przetwarzane surowce. Tak mówi wszechwiedząca Wikipedia, ja taka mądra nie jestem i czasem się zastanawiam, czy to co z tych moich nagromadzonych zapasów makulatury powstaje można już nazwać upcyklingiem, czy to raczej zwyczajny recykling? Tak naprawdę mało mnie to obchodzi, bo pomijając wszelkie eko-ideologie, najważniejsze jest to, że ja to po prostu bardzo lubię.
Dziś będzie więc bardzo gazetowo:-) 
Z potrzeby chwili powstał niedawno koszyk: zwykły, okrągły, do schowania w szafie.


Zawsze to solidniejsze rozwiązanie niż karton po butach ;-)
Jeśli idzie o gazety, to tak je lubię, że zdarza mi się sprawdzać ich przydatność nie tylko do wyplatania.Tuż przed Świętami, chcąc obdarować bliskich i przyjaciół własnoręcznie wyklejonymi kartkami popełniłam kilka prostych karteczek i przyznam, że mnie wciągnęło, bo to w końcu w dużej mierze moja ulubiona zabawa z papierem ;-). Niedawno Ania>> zaproponowała na swoim blogu zabawę kartkową>>.
Jako "niekartkowa" właściwie  z góry założyłam, że zabawa nie dla mnie. Nie mam tego całego kartkowego warsztatu w postaci scrapków, kwiatków, dziurkaczy czy wykrojników.  Mam za to gazety i całą masę tektury z kartonów i może dlatego, tak jakoś te kartki za mną chodziły uparcie zupełnie nie zważając na moje protesty :-) Postanowiłam spróbować swoich sił. Nie obiecuję, że będę kleić te kartki co miesiąc, ale może gdy czas pozwoli wpadnę do zabawy ze swoimi  upcyklingowymi(?)  kartkami, które nie są żadnymi wybitnymi dziełami, ale są moje, i bardzo fajnie mi się je wyklejało, co jest ich największą zaletą :-))
W styczniowej edycji zabawy>> na kartkach mają zagościć: choinka, pisanka i róża.

http://iwanna59.blogspot.com/2016/01/przyjemne-z-pozytecznym-w-2016-roku.html
Największy problem miałam z tą różą (i tu mam pewne obawy, bo wybrnęłam w sposób dość nietypowy). Nie mniejszym problemem okazało się fotografowanie, więc przepraszam za kiepską jakość zdjęć.
A tak wyglądają moje bardzo proste, gazetowe karteczki.
Z choinką...


... z pisanką,


i ostatnia, z różą wiatrów:)


Karteczki dorzucam do zabawy, o ile mnie Ania nie pogoni "na cztery wiatry" za tą różę wiatrów:-))


Pozdrawiam i bardzo serdecznie dziękuję za ogrom ciepłych słów w komentarzach pod ostatnim postem. Serce rośnie, jak się czyta :-)

Ola

czwartek, 21 stycznia 2016

Serca mam dwa...

... i smutki dwa, śpiewał dawno temu Bajm. I frywolitkowych serduszek i smutków mam pod dostatkiem (dziś zdecydowanie z przewagą tego drugiego;-)), ale podzielę się z Wami tylko tym, co w tytule. Frywolitkowe serce jest tematem kolejnej lekcji z Oswajania frywolitki>> prowadzonej przez Renię>> i Justynkę>>.  Tych frywolitkowych serduszek rzeczywiście  mam  sporo w swojej kolekcji, ale z racji tematu postanowiłam usupłać i jakoś zagospodarować kolejne. 
Najpierw powstało białe serduszko (wzór popularny w sieci, autora nie znalazłam), które wraz z kawałkiem lnu zamieszkało w odmalowanej ramce. 


Z jednej strony dość trudno sfotografować "przeszklony" obrazek, z drugiej efekt czasami bywa zaskakujący;)
Prosta kompozycja, ale mnie się osobiście podoba, lubię taką prostotę i chyba oprawię w ten sposób także inne koronki tym bardziej, że mam sporo wolnej przestrzeni na ścianach.
Drugie serduszko jest malutkie. Wysupłałam je w celu przetestowania upolowanego niedawno kobaltowo - niebieskiego kordonka (uwielbiam ten odcień) dodatkowo z wplecioną połyskującą nitką. Kordonek kupiony raczej do prac szydełkowych, ale zaspokajając ciekawość wypróbowałam supłania nim na czółenku. Lekko nie było, ta metaliczna nitka niestety zrywa się przy zaciąganiu kółeczek i trzeba supłać "z wyczuciem;)". Za to efekt końcowy naprawdę niezły, szczególnie na żywo, bo zdjęcia niestety nie bardzo wiernie oddają odcień kordonka i połyskującej nitki. Żeby było bardziej życiowo, czyli niezbyt słodko, to serduszko ma w środku sopelek:)




Miałam w planach zrobić dzisiaj jeszcze fotkę rodzinną, ale plany, jak to plany...  
Jak tylko ogarnę rzeczywistość, z czym mam ostatnio pewien problem, to może przy okazji dorzucę zdjęcie. Serduszka wędrują oczywiście do zabawy.
http://paperafterhours.blogspot.com/2016/01/frywolitkowe-zadanie-nr-22.html

Pozdrawiam serdecznie i bardzo dziękuję, że do mnie zaglądacie:)

Ola

sobota, 16 stycznia 2016

Szpilki.

Szpilki były dla mnie od zawsze symbolem subtelnej kobiecej wyższości:-)  Na co dzień w szpilkach biegać nigdy  nie lubiłam, ale od czasu do czasu i owszem. Nieważne co miałam na sobie, czy zwykłe dżinsy, czy wystrzałową sukienkę, ilekroć "wbijałam" się w szpilki czułam się zawsze szczuplejsza i ładniejsza;) Taka sobie - czysto kobieca - próżność :-) Dzisiaj szpilki to dla mnie tylko dobre wspomnienie. Spoczywają w rządku na dnie szafy i czekają na lepsze czasy a ja zerkam na nie z nutką tęsknoty ilekroć wypada mi założyć coś bardziej kobiecego niż dżinsy.
Mam za to zamiennik;) w postaci szpilek, które są bardzo przydatnym gadżetem do blokowania szydełkowych oczek lub chociażby "przytrzymywania" makramowych sznurków. Już jakiś czas temu do tych moich szpilek wydziergałam sobie z wełnianych resztek upatrzoną gdzieś na Pintereście poduszeczkę. Taki praktyczny drobiazg, którym w zasadzie nie zamierzałam się chwalić, ale ponieważ w styczniowej Zabawie w cykliczne kolorki>> prowadzonej przez Danusię>>  króluje biel min. z dodatkiem szarości,  to postanowiłam wczoraj strzelić fotki i dołączyć do zabawy.



Poduszeczkę podrzucam oczywiście Stefanowi, jest mięciutka i milutka więc po wyjęciu szpilek powinno mu być na niej całkiem wygodnie:) 

Biały kolor bardzo lubię, (a w połączeniu z szarym, to wręcz uwielbiam:-)) szczególnie we wnętrzach, ale i w ogrodzie. Bardzo chętnie zakładam również na siebie upalnym latem, bo przecież do białego pasuje wszystko, więc można szaleć do woli z pozostałą częścią garderoby i wszelkimi kolorowymi dodatkami.
W sumie to ta moja poduszka ma też  biały "ciąg dalszy", w postaci pudełka po serku wiejskim;) W takim pudełku przechowywałam kiedyś szpilki i igły.


Kiedy wydziergałam poduszkę, to całkiem przypadkiem okazało się, że idealnie pasuje do obwodu pudełka, wiec pudełko trochę "zaadoptowałam" ubierając w szydełkowy sweterek i moje szpilki od jakiegoś czasu mieszkają sobie w takiej muffince;)



Jedno jest pewne, nie zmarzną:)

Na zakończenie bardzo dziękuję  za wszystkie przemiłe komentarze pod moim poprzednim postem z frywolitkowym kołnierzykiem>>. Wygląda na to, że będę musiała wysupłać jeszcze kilka podobnych, ale to już czysta przyjemność, pozostaje tylko znaleźć czas na te przyjemności;)
Pozdrawiam:)
Ola

czwartek, 7 stycznia 2016

Jak ze starej fotografii.

Taki retro-kołnierzyk do małej czarnej;) chodził za mną od dawna. To był jeden z powodów, dla którego polubiłam się z frywolitką. Ale wiecie jak to jest z własnymi potrzebami, zawsze mogą poczekać;-) więc temat drzemał sobie zapisany w mojej głowie z dopiskiem "na kiedyś tam". Zmobilizowała mnie Szuflada>>  i jej wezwanie styczniowe zatytułowane "Sepia>>", bo kiedy wczytywalam się w  opis tematu: "spójrzcie na świat jakby był on starą fotografią, wykonajcie pracę w kolorach sepii" od razu przypomniał mi się ten wymarzony kołnierzyk.
Nic, że małe czarne w mojej szafie, małe przestały być jakiś czas temu;) wreszcie mam kołnierzyk. I jestem z niego bardzo dumna:-). Wzór wygrzebany na Pintereście>> w moim wykonaniu prezentuje się tak...





I bardzo dobrze się komponuje z moją niemałą czarną;)


Czy to kolor sepia, nie wiem do końca, bo odcieni tego koloru odnaleźć można mnóstwo. Czarne tło zdjęć dość mocno rozjaśnia faktyczną barwę. Niezależnie od tego, czy mój kołnierzyk "ze starej fotografii" przejdzie wezwaniową weryfikację,

ja jestem zadowolona ze swojej roboty, co wcale tak często mi się nie zdarza;-)

ja jestem zadowolona ze swojej roboty, co wcale tak często mi się nie zdarza;-)
Pozdrawiam :)
Ola


piątek, 1 stycznia 2016

Śnieg pada, bałwany się cieszą;)

Przyroda przywitała Nowy Rok odświętnie ubrana na biało. Niby nic wielkiego, po prostu śnieg zimą, ale ten pierwszy zawsze mnie cieszy, jak bałwana;), tym bardziej w taki dzień. Nowy Rok przysypany białym puchem wygląda jak czysta, biała kartka gotowa do zapisania.
Nie mogłam sobie darować spaceru w dobrym towarzystwie...





Śnieg za oknem przypomniał mi, że całkiem niedawno śnieg zamieszkał w pewnym  koszyku;)  Stęskniłam się za wyplataniem;) i chociaż koszyk musiał powstać w tempie ekspresowym i w dodatku w okresie "mocno przedświątecznym", to praca nad nim sprawiła mi ogromną przyjemność. Mam postanowienie, w nowym roku będę częściej plotła:)






Usiadłam w fotelu opatulona ciepłym kocem, pachnie świeżo zaparzona kawa, zatopiona w blogowym świecie słucham radiowej Trójki, która jak co roku  przez cały dzień częstuje dziś wspomnieniami i świetną muzyką emitując kolejne pozycje listy "Top  Wszech Czasów", właśnie przeleciało 44 miejsce...


Bo niezależnie od tego, jaki scenariusz na tej białej jak śnieg kartce się zapisze,
dziś jest piękny dzień :-)
więc może to będzie właśnie taki rok, czego Wam i sobie, życzę z całego serca.

Pozdrawiam:)
Ola