środa, 27 maja 2015

Trochę klasyki.

Dawno mnie tu nie było,  ale życie na krawędzi ma swoje prawa i bywa nieprzewidywalne. W każdym razie dziś mam małą chwilę oddechu, więc postanowiłam wpaść na moment do tego lepszego, blogowego świata;)
Będzie klasyka, najpierw w wydaniu papierowym. Niewielki okrągły koszyk do łazienki pomalowany, wedle życzenia, na ciemny brąz i do złudzenia przypominający klasyczną wiklinę.





Dla ozdoby dostał drewniane serduszko, na którym pochwaliłam się swoimi umiejętnościami transferowymi:), których nabyłam dzięki wspólnej zabawie>>    u Reni>>  i Justyny>>.  Przyznam, że tym razem jestem z efektu bardzo zadowolona, bo mała grafika z drobnymi napisami odbiła się prawie idealnie. (transfer na zwykły wikol)
Pozostając w temacie pochwalę się jeszcze klasyczną frywolitkową zakładką.




Powstała już jakiś czas temu i ze względu na kolor  chciałam ją pokazać w ramach zabawy w kolory u Danusi>>, ale tym razem muszę odpuścić sobie zabawę. Nie dam też rady zrobić nic do naszej zabawy w oswajanie frywolitki>>, ale chciałam zameldować, że przy okazji supłania zakładki pozostałości  nitki na czółenku spożytkowałam na naukę podwójnego pikotka :)


Bardzo dziękuję za odwiedziny i wszystkie komentarze. Muszę trochę ogarnąć sprawy domowe a wieczorem zamierzam pobiegać po tym naszym lepszym, blogowym świecie;),bo jutro czeka mnie kolejny ciężki dzień

Pozdrawiam:)

Ola

P.S. Wczoraj było święto naszych kochanych Mam, więc specjalnie dla mojej Mamy, piosenka z wielu powodów, bardzo bliska memu sercu...



poniedziałek, 18 maja 2015

Relax ;)

Powoli dobiegam końca z moimi ogrodowymi rewolucjami. Zostało mi to, co najprzyjemniejsze, czyli obsadzanie  doniczek i rabat jednoroczniakami. Jednym słowem relaks:). W międzyczasie, czyli najczęściej późnymi wieczorami, coś tam sobie dłubię, ale też z myślą o ogrodzie.
Ze starych, dość grubych i pożółkłych już rurek ze zwykłej gazety uplotłam sobie osłonkę na donicę. Ta osłonka to w zasadzie dość spory kosz, bo ma 40 cm wysokości. Dzisiaj w koszu zamieszkały świeżo posadzone kwiatki, teraz tylko trzeba  poczekać, żeby się rozrosły;)




Wiem, że papierowe kosze w ogrodzie wydają się dziwnym pomysłem, ale moje doświadczenia w tej dziedzinie pokazują, że jeżeli taki kosz jest solidnie zabezpieczony lakierem to spokojnie przetrwa i deszcz, i podlewanie kwiatów. Kosz z ubiegłego roku, na którym próbowałam transferu i mniejsza osłonka, też ubiegłoroczna, już wyposażone w kwiatowe doniczki od dziś mieszkają w ogrodzie i nawet nie musiałam ich przemalowywać, bo są w całkiem dobrej formie.

Ale nie tylko wyplotki i ogród mnie ostatnio pochłaniają. Sam decoupage wciągnął mnie tak średnio, ot na zasadzie popróbuję;) za to wpadłam po uszy w transferowe szaleństwo:) Obawiam się, że szybko mi nie przejdzie i chociaż temat zabawy u Reni>>  i Justyny>> za chwilę się skończy, to moje transferowanie, będzie sobie pewnie trwało  w najlepsze. To chyba  moja miłość do słowa drukowanego daje o sobie znać:)

http://reanja1.blogspot.com/2015/05/wspolna-nauka-decoupage-krok-3.html

Wygrzebałam z garażu stare, mocno podniszczone gliniane doniczki.


Dość niedbale je pobieliłam, żeby dalej wyglądały na stare i przetestowałam na nich transfer na lakier. Dziś takie oto trojaczki  obsadziłam kwieciem:)


Oczywiście nie ustrzegłam się błędów. Transferowanie przy pomocy lakieru daje na pewno lepszy i wyraźniejszy efekt niż metoda odbicia  "na ołówek". Trzeba tylko pamiętać, że lakier rozmazuje wydruk z drukarki laserowej, więc nie malujemy napisu tylko podłoże i przyklejamy bardzo starannie, tak aby nie przesuwać raz dołożonej kartki z napisem. Poza tym trzeba cierpliwie wypchnąć wszystkie pęcherzyki powietrza po przyklejeniu napisu, bo w tych miejscach gdzie je zostawimy napis się nie odbije, papier od lakieru dość mocno namaka, więc nie jest to wcale takie proste.
Mam w ogrodzie białą ławkę - huśtawkę, która już nie raz gościła na  zdjęciach.  Biała jest od zeszłego roku, przedtem była ciemno-brązowa i ginęła w zacienionym kącie, więc wymyśliłam sobie małą, białą ławeczkę zamiast małego, białego domku:)
Pokrycie białą farbą drewna, które przedtem było pomalowane jakimś środkiem do impregnacji powoduje, że ta farba trochę odłazi i powierzchnia jest dość nierówna, ale przynajmniej przecierek nie trzeba robić:)  Żeby nie zapomnieć po co ta ławeczka, i ten kącik w ogrodzie,  to taki sobie dziś napisik na ławeczce uskuteczniłam.


Wypróbowałam  bardzo podobną metodę, tym razem z klejem (wikol) i powiem szczerze, że klej jest zdecydowanie łatwiejszy w obróbce od lakieru, więc polecam:)

Pozdrawiam, życząc Wszystkim relaksującego i słonecznego tygodnia:)

Ola

czwartek, 14 maja 2015

Home sweet home

U Was też taki ziąb, bo mnie pogoda skutecznie wykurzyła z ogrodu. Popaduje co chwila, więc na jakiś czas spokój z podlewaniem, tylko zimna Zośka  straszy przymrozkami, więc będzie pewnie trzeba opatulić co się da. Ale nie ma tego złego, mogłam z czystym sumieniem zabrać się dziś kolejne próby z transferem. Taki temat (czytając w moich myślach:)) zadały na maj Renia>>  i  Justyna>> w naszej wspólnej próbie uczenia się decu>>.  Zaczęłam już jakiś czas temu, oczywiście od końca, bo postanowiłam wypróbować metodę na lakier i to na koszyku. Nie był to najlepszy pomysł, wyskubanie resztek papieru ze szczelin między splotami i  do tego przemoczony koszyk, który przy moim solidnym pocieraniu zaczął się rozpuszczać. Taki, mało zachęcający, był  efekt moich pierwszych prób. Z pokorą więc postanowiłam zacząć od czegoś łatwiejszego, a nawet banalnie prostego.
Kupiłam sobie kiedyś za grosze wieszaczki do korytarza. Nigdy w tym korytarzu się nie znalazły, bo jakoś  namalowane na nich różyczki i dziwny mdły kolor nie bardzo mi pasowały. Dziś wieszaki poszły wiec pod pędzel:) Przemalowałam na biało i ozdobiłam, samodzielnie wykonaną grafiką, metodą "na ołówek". Uważam, że efekt całkiem zadowalający jak na pierwszy raz.



Metoda, łatwa lekka i przyjemna, pod warunkiem że mam do ozdobienia twardą gładką powierzchnię zapewne najlepiej drewnianą. Zauważyłam również, że grafika odbija się wyraźniej jeżeli przy wydruku zaznaczymy opcję z podwyższoną jakością druku. Chciałam Wam to pokazać na zdjęciu, ale chyba nie bardzo widać;), chociaż na żywo różnica jest dostrzegalna.


Po lewej grafika z opcją lepszej jakości wydruku:)

A tak wieszaczki wyglądają w korytarzu (trochę słodko, jak dla mnie, ale co tam:))...

Skoro wspomniałam już o koszykach to i te Wam pokażę, ale nad tym zamierzam jeszcze popracować.
Pierwsza próba na starym koszyku, który ubiegłe lato spędził na dworze w towarzystwie pelargonii. Po zimnej Zośce wróci w plener. Nie będę go już poprawiać, bo zawsze mogę go odwrócić drugą stroną, a poza tym z daleka nie jest najgorzej:) (w tle dzisiejszy widoczek z mojego balkonu, zapachu niestety opublikować się nie da)

Druga próba poszła o tyle lepiej, że odczekałam te długie kilkanaście godzin, aż grafika przyklejona na mokry lakier dobrze wyschnie i cierpliwie powolutku "wykulałam" papier. Tym razem koszyk nie ucierpiał i grafika bardzo ładnie się odbiła. Niestety koszyki mają swoje prawa i trzeba raczej wybierać dość zwarte wzory, bo jak wiadomo grafika nie odbije się tam gdzie mamy szczeliny.


Ja akurat nakleiłam bardzo delikatną grafikę, więc efekt taki sobie, ale na tym polega nauka ;)

http://reanja1.blogspot.com/2015/05/wspolna-nauka-decoupage-krok-3.html

Pozdrawiam serdecznie, zmykam nakarmić żabcię u Reni  i pobiegać po blogach bo znowu mam tyły przez te moje ogrodnicze pomysły:)
Ola

P. S. Na Facebooku wyprawiam roczek i koszyczek jest do wzięcia, gdyby ktoś miał ochotę:) Postanowiłam również dołączyć do zabawy organizowanej przez Dianę z bloga Diana Art>>
http://divianaart.blogspot.com/2015/05/linkowe-part-3-bawimy-sie-dalej.html?showComment=1431711854348#c7815073318517536158
 

sobota, 9 maja 2015

Przed burzą

Za mną kolejny pracowity dzień w ogrodzie.  Zmęczenie fizyczne daje znać o sobie, ale zapach bzu rosnącego pod oknem i pomruki nadciągającej burzy zwiastują piękny wieczór. Uwielbiam letnie burze, szczególnie nocą. Kiedyś rozbłyski na nocnym niebie powodowały, że potrafiłam zawalić całą noc czekając na podniebny spektakl. Dziś  dostępność internetu sprawia, że jest trochę mniej ciekawie bo wystarczy spojrzeć na radary i wiadomo, czy rozbłyski nocnego nieba zwiastują nadchodzącą burze czy są tylko efektem siły światła, które potrafi pokonać mnóstwo kilometrów.
W każdym razie dziś i niebo, i radar są zgodne, nadciąga burza i mam nadzieję, że nie wystrzela się po drodze. Czas zachodu słońca często powoduje, że burze nagle wygasają i ze spektaklu pozostaje tylko deszcz, ale biorąc pod uwagę moje ogrodnicze rewolucje dobre i to:)
W ramach odpoczynku od prac polowych popstrykałam dziś trochę zdjęć moim wyplotkom. Powstały kiedyś tam i czekały cierpliwie na sesję zdjęciową więc będę Was teraz nimi raczyć:), bo na zabranie się za nowe robótki, na razie nie mam czasu i sił.
Dziś koszyczek lub tacka, (jak kto woli) wypleciona  ze zwykłych gazet z wiosennymi akcentami kolorystycznymi (ulotki z Biedronki;))






Na blogu Justyny>> wyczytałam dziś o zabawie zorganizowanej przez Agę z Jarzębinowego Bloga>> i postanowiłam też się zgłosić, bo przecież zdjęcia w plenerze to moja ulubiona forma prezentowania swoich prac.
Trochę tych zdjęć dziś napstrykałam i nie umiałam się zdecydować co wybrać, więc jeszcze kilka wrzucam, może  mi podpowiecie, które najlepsze:)








A ten bukiet bzów z ostatnich zdjęć stoi sobie teraz obok mnie i rozsiewa nieziemski zapach. Właśnie zaczęło mocniej padać, pięknie się błyska i grzmi, więc zamknęłam okno i kończę bo pewnie za chwilę będę musiała się odłączyć od kabelków.
Pozdrawiam serdecznie i bardzo dziękuję w imieniu swoim i psa, za wszystkie komentarze pod poprzednim postem. Nie wiem co ten pies w sobie ma, ale krawcowe do uszycia poduchy same się znalazły, wystarczyła fotka na blogu i facebooku. Już chyba wiem dlaczego na wakacjach mój "m" tak lubi spacerować z psem:)
Ola

środa, 6 maja 2015

Pies ogrodnika ;)

Ostatnio całe dnie spędzam w ogrodzie, jak pewnie wielu z Was. Pogoda dopisuje, więc realizuję wszelkie pomysły, które miały być na kiedyś tam, ale że życie nauczyło mnie ostatnio, nie odkładać nic na później, to działam:) Dziś musiałam odpocząć, bo potrzebuję trochę męskiej siły, a jak na złość wszelki męski pierwiastek wokół mnie się ulotnił. Wczorajsza, pierwsza w tym roku, ciepła letnia noc, sprawiła, że dziś w  ramach odskoczni od ogrodu podjęłam próbę zrobienia sobie lampionu, oczywiście do ogrodu;) Wyplotłam ze zwykłej gazety, pobieliłam tylko lekko "suchym pędzlem" i mocno polakierowałam, żeby zabezpieczyć przed wilgocią. Do środka załadowałam duży litrowy słoik ze świeczką i jest, i nawet działa:) 





Mam w planach jeszcze kilka,  w innych wersjach, tylko najpierw muszę rurek nakręcić bo jak na złość w zapasach same kolorowe, chociaż, może na kolorowy lampionik też się skuszę;)
A skąd ten pies w tytule? Otóż od jakiegoś, bardzo dłuuugiego czasu, plotłam sobie wieczorami legowisko dla psa. Szło mi tak opornie, bo wyplatanie dużego owalnego dna (70 x 40 cm) wymaga niezłej gimnastyki.
W końcu dobrnęłam do końca, dziś polakierowałam i wystawiłam na słoneczko. Chciałam Wam je pokazać innym razem, bo biorąc pod uwagę zamiłowanie do kanapy mojego psa, miałam w planach uszyć najpierw poduchę. Ale tu spotkała mnie niespodzianka:) Biegałam z lampionem po ogrodzie  usiłując znaleźć miejsce do zrobienia fotki  (mam niezłą rewolucję w tym ogrodzie, więc wszędzie zwały ziemi, doniczki, widły, szpadle i inne mało fotogeniczne atrakcje). Mój pies biegał ze mną, ale chyba mu się znudziło, bo kiedy skończyłam i wróciłam na trawnik, moim oczom ukazał się taki oto obrazek...

Nie wiem skąd psu przyszło do głowy, że to dla niego, ale widać kocha gazety jak ja:) Na szczęście lakier wysechł już na tyle, że pies się nie przykleił i wyrwany z błogiego snu wcale nie kwapił się  do opuszczenia legowiska:) Nie pozostaje mi więc nic innego, jak pokaz przedpremierowy.





Poduchę pewnie jakąś zorganizuję, tylko muszę najpierw krawcową poszukać, bo mi z szyciem nie po drodze:)
A na koniec, nie mogłam się oprzeć, żeby się trochę nie pochwalić:)
Mój organizer dżinsowy>> otrzymał wyróżnienie w Kreatywnym Kufrze>> :)) ...



a  młodziutka glicynia, zakwitła po raz pierwszy i do tego rozsiewa przecudny zapach...



Pozdrawiam Was słonecznie i zmykam pobiegać po wirtualnym świecie, trochę mam ostatnio zaległości, a przecież jutro znowu do ogrodu:)
Ola