sobota, 30 sierpnia 2014

Lampa i prawo serii.

Znacie zapewne powiedzenie "nieszczęścia chodzą parami", w wersji matematycznej nazywa się to prawem serii i dotyczy zarówno zdarzeń szczęśliwych, nieszczęśliwych jak i obojętnych. Mam za sobą tydzień z prawem serii w tle:). Najpierw ten nieszczęsny remont, który miał się już dawno skończyć, ale trwa sobie w najlepsze bo stale się okazuje, że jeszcze trzeba coś wymienić, naprawić, załatać itd. a potem dopiero zrobić to, co miało być zrobione na początku, czyli pomalować:). Urlop  się skończył, więc jakoś trudniej to wszystko ogarnąć, bo czas przecieka przez palce. Na dodatek bardzo niespodziewanie okazało się, że czeka mnie szpital i bliskie spotkania z chirurgią. W tym szpitalu miałam wylądować już w czwartek rano, ale mój organizm trochę się zbuntował od tych stresów i w ten sposób największa "atrakcja" tygodnia została przełożona o kilka dni.
Dla mnie najlepsze na stres i głupie myśli jest moje wyplatanie, więc aby za dużo nie myśleć, zabrałam się za zrobienie sobie lampy do małego wąskiego korytarza, który mam przy wejściu do domu, i który w ramach prac remontowych miał zostać pomalowany (może do zimy zdążymy:)). Tak oto powstał mój pierwszy okrągły, ażurowy abażur. Zdjęcia dość kiepskie, bo u nas dziś pochmurno, ale tak już chyba będzie coraz częściej, wiec uznałam, że nie będę czekać. 










Kształt nie jest idealnie kulisty, ale taki lekko "wysmuklony" chciałam mieć, bo pomieszczenie jest dość wąskie. Na razie lampy nie mogę zawiesić w jej miejscu przeznaczenia, ale jak tylko remont się skończy to pokażę Wam jak się prezentuje na suficie.
Jutro obiecuję nadrobić zaległości remontowe i pobiegać po blogach, bo jak widzę sporo się dzieje.
Pozdrawiam cieplutko i zmykam kibicować siatkarzom:)

piątek, 22 sierpnia 2014

Zestaw kibica.

Czas ucieka, lato się kończy, skończył się też urlop. Mogę się również pochwalić że skończyłam budowę skalniaka. Całość  na razie nie wygląda zbyt fotogenicznie, bo roślinki (ja też:)) potrzebują czasu, żeby dojść do siebie po przenosinach, więc z prezentacją mojego wyczynu ogrodowo - budowlanego poczekam do wiosny:)
Tak to już jest, że kiedy coś się kończy to zazwyczaj coś nowego się zaczyna, u mnie zaczął się remont :), więc o wyplataniu w najblizszym czasie będę mogła sobie jedynie pomarzyć.
Zanim ekipa remontowa rozgościła się w domu na dobre, znalazłam chwilę na wyplecenie pewnego upominku. Kiedy przymierzałam się do  mojego pierwszego zegara zakupiłam kilka mechanizmów zegarowych, z tej prostej przyczyny, że nie miałam wtedy pojęcia jaki mechanizm powinnam kupić. Wśród nich są także takie z krótkim gwintem, które - jak się później okazało - do zegarów z tarczą w całości wyplataną się nie nadają. Postanowiłam spożytkować je, dla trochę innej wersji zegara. 
Mam w domu  zagorzałego kibica pewnej drużyny piłkarskiej, który akurat w pokoju zegara nie posiadał, a że jego ukochanej drużynie nie wiedzie się ostatnio najlepiej, więc dostał ode mnie na pocieszenie mały upominek: zegar i kubek z logo drużyny, oczywiście w barwach klubowych. (wyczytałam, że takie logo mogę użyć w celach niekomercyjnych, więc mam nadzieję, że niczyich praw w ten sposób nie naruszyłam)
 







Całość wypleciona z niemalowanych rurek gazetowych i białego papieru.

Dziękuję serdecznie za wszystkie przemiłe komentarze pod ostatnim postem, witam także nowych obserwatorów. Cieszę się bardzo, że znaleźli się chętni do wzięcia udziału w moim rocznicowym candy. Z góry przepraszam, że w najbliższym czasie, mogę mieć problem z blogowaniem i zaglądaniem do Was, ale obiecuję, że jak tylko znajdę czas i możliwości to na pewno tej przyjemności sobie nie odmówię.  
Pozdrawiam :)

PS. Zajrzałam przed chwilką do Szuflady a tu jedno z wyzwań ma temat "Sport", myślę że moja praca trochę się ze sportem wiąże, więc dołączam, chociaż konkurencja duża i oczywiście świetne prace w konkursie.

http://szuflada-szuflada.blogspot.com/2014/08/wyzwanie-sierpniowe-sport.html


niedziela, 17 sierpnia 2014

Kolory odchodzącego lata.

Mało ostatnio plotę, za to szaleję w ogrodzie, przesadzam, dzielę, nawożę i ledwo się ruszam bo wymyśliłam sobie przebudowę skalniaka i wczoraj przerzuciłam (a bardziej przetoczyłam:)) tony kamieni. W ramach odpoczynku od prac fizycznych pomalowałam dziś dwa kolorowe drobiazgi, które wyplotłam sobie od tak, dla czystej przyjemności wyplatania. Ktoś mnie ostatnio obdarował całą stertą kolorowych gazet, więc po prostu testuję papier:) W ten sposób powstała kolorowa miska i kubek na długopisy.


 A skoro dziś na kolorowo, to pokażę Wam jeszcze dwa  kolorowe drobiazgi: osłonkę dla mojego kaktusika i mały wazonik na suszona lawendę, które gościły już na Facebooku, ale na blogu ich jeszcze nie pokazywałam.


Te kolory, to chyba trochę na przekór. Wieczory chłodne, poranny trawnik mokry od rosy a nad wschodnim horyzontem  nocnego nieba wypatrzyłam wczoraj Plejady, to wszystko znak, że lato niestety odchodzi...
Późne lato w ogrodzie ma swoje uroki, kwiaty w doniczkach mocno rozrośnięte cały czas pięknie kwitną.




Do niedawna chłodzące bielą hortensje bukietowe powoli różowieją, tak jakby chciały ocieplić powiewy zimniejszego powietrza.


Chyba dlatego lubię popracować w ogrodzie, bo dzięki temu trochę zwalniam i dostrzegam te wszystkie uroki kolejnych zmian. Dzisiaj korzystając z chwili odpoczynku urządziłam sobie małe polowanie. Sierpień, to czas kwitnięcia budlei, a jeżeli budleje to oczywiście motyle. W słoneczne, ciepłe dni takich motyli na jednym krzaczku potrafi być nawet kilkanaście, tylko nie łatwo je sfotografować, bo po pierwsze trzeba mieć odpowiedni sprzęt, a po drugie trzeba by się przy tym krzaczku zaszyć nieruchomo na jakiś czas, więc ja upolowałam tylko pojedyncze sztuki:)




Pozdrawiam kolorowo i bardzo dziękuje za wszystkie życzenia i ciepłe słowa z okazji mojego roczku:)

środa, 13 sierpnia 2014

Roczek :) i candy.

Jak ten czas szybko biegnie, mój blog dzisiaj kończy okrągły roczek :)
Z tej okazji otrzymał nowe ubranko, a ja spędziłam trochę czasu na wspomnieniach.  Poprzeglądałam sobie, co też ja tu przez ten rok nawypisywałam i oczywiście wyplotłam. Historia mojego wyplatania jest tylko o kilka miesięcy dłuższa niż mój blog, ale o tym już pisałam, w pierwszym poście. Kiedy tak  wędrowałam po kolejnych wpisach to uświadomiłam sobie, że mój blog jest trochę taki jak ja i mój dom. Eksperci od "dizajnu" nazywają to chyba eklektyzmem. Bo ja tak mam:) zupełnie mi nie przeszkadza, że na fotelu w stylu raczej bardzo nowoczesnym spoczywa poducha z poszewką wydzierganą przez babcię. Cenię nowości za oryginalność a starocie za duszę i staram się te dwa światy jakoś łączyć. Są więc wśród moich "wyplotek" koszyki przypominające tradycyjną wiklinę, są takie w stylu vintage i są oczywiście kolorowe "gazeciaki", które pokochałam najbardziej.
Właściwie kiedy zakładałam bloga nie sądziłam, że tak mnie to blogowanie wciągnie. Tymczasem nie tylko zaczęłam namiętnie pleść, ale także zostałam czynną blogerką:). Poza tym wsiąknęłam na dobre w świat hande-made i z dużym zaciekawieniem odwiedzam miejsca, gdzie tacy zapaleńcy jak ja: szyją, dziergają, plotą,  malują, nawlekają, uprawiają,  wyklejają ... i z tych wszystkich pasji powstają piękne i niepowtarzalne miejsca lub rzeczy.
Roczek to oczywiście okazja do świętowania, dlatego dziś zapraszam na kawę z odrobiną herbatników i malin z mojego ogródka. A tą kawę podam Wam kochani na tacach, które ostatnio wyplotłam. Taką miałam potrzebę, bo lubię sobie z popołudniową kawą wyjść do ogrodu i takiej małej poręcznej tacy, w moim domu brakowało. Zabierając się do wyplatania nie mogłam się zdecydować, czy chcę tradycyjną, czy gazetową no więc wyplotłam dwie:) Pierwsza taca powstała z niezadrukowanych brzegów zwykłej gazety, uchwyty dorobiłam ze sznurka lekko usztywnionego drutem, całość zabarwiłam kawą.




Druga taca jest trochę bardziej kolorowa, chociaż też sporo w niej zwykłej szarej gazety (bo lubię:)).



Kiedy tak dumałam, którą sobie zostawić, a którą  wypuścić w świat to przyszedł mi do głowy pewien pomysł. Na wielu blogach z okazji rocznicy autorzy obdarowują swoich gości organizując candy, więc może i ja spróbuję... A co tam, najwyżej nikt się nie zgłosi...

Moje candy będzie szybkie i bardzo proste. Jeżeli ktoś chciałby jedną z moich tac, to wystarczy,
aby do 31 sierpnia, napisał  o tym w komentarzu pod tym postem, (ale koniecznie z wyraźnym wskazaniem którą:)) Nie trzeba się dodawać do obserwatorów, nie trzeba pisać specjalnych postów, nie trzeba nawet mieć bloga. Banerek jest z boku, więc można wrzucić na swojego bloga,  jeśli ktoś ma ochotę, ale sprawdzać nie będę:). W ten sposób - jeśli oczywiście znajdzie się ktoś chętny - jedna taca powędruje w świat, a druga pozostanie u mnie.

Kończąc te moje wspominki pozdrawiam serdecznie wszystkich, którzy do mnie zaglądają i chwalą te moje wyplotki dodając mi skrzydeł i chęci do pracy nad kolejnymi pomysłami. Dziękuję, że jesteście:).
Tak jak obiecałam, zapraszam na urodzinową kawę (w dwóch wersjach:))


P.S. Obiecałam sobie kiedyś, że na rocznicę wrzucę tutaj zdjęcie mojego pierwszego koszyka, wyplecionego w zasadzie tej samej nocy, w czasie której dowiedziałam się, co to jest papierowa wiklina. Wiele moich prac po drodze wylądowało w koszu, ale ten najpierwszy koszyk mam do dziś i muszę przyznać że jakiś postęp dostrzegam :))


piątek, 8 sierpnia 2014

Ekspres dla solenizantki.

Pewna sierpniowa solenizantka zamówiła sobie u mnie dwa tradycyjne koszyki na imieniny. Właściwie zrobiła to już bardzo dawno temu, ale jakoś nie mogłam się do nich zabrać. Odkładanie pracy ma to do siebie, że trzeba się potem mocno sprężyć by zadanie wykonać:) więc w dwa bardzo intensywnie zaplecione popołudnia powstały dwa dość spore okrągłe kosze. Wymiary, kolor i kształt wybrane przez solenizantkę, moje tylko rzemiosło:)

 

 


A tak się prezentowały przed pomalowaniem czyli w mojej ulubionej wersji gazetowej:)



W tym samym klimacie powstał ostatnio jeszcze jeden niewielki koszyczek, do pary dla tego koszyka>>, wyplecionego już jakiś czas temu.


Bardzo, bardzo dziękuje za takie sowite wychwalenie mojego zegara, dzięki Waszym komentarzom lubię go jeszcze bardziej i mam wielką ochotę zabrać się za następne, tylko na razie czasu mi brak bo mój lekko zaniedbany ostatnio ogród domaga się zdecydowania zainteresowania.
Pozdrawiam cieplutko :)

piątek, 1 sierpnia 2014

Czas na zegar

Zegar chodził za mną od jakiegoś czasu, (pozdrowienia dla Alicji  z bloga BluReco:) ). Trochę było z nim fatygi. Nigdy zegara nie robiłam i miałam dylematy dotyczące samego mechanizmu, bo tyle tego w różnych sklepach, że się lekko zagubiłam w tych gwintach, wskazówkach i zawieszkach.  Nakupowałam tych mechanizmów tyle, że teraz będę miała zegar w każdym pokoju w domu :).  Ale co tam, w końcu tyle dziwnych rzeczy zbieram od jakiegoś czasu, że nadmiar mechanizmów zegarowych, wcale mi nie robi różnicy.
Kiedy już udało mi się zdobyć co trzeba, z wielką ochotą sobie poplotłam i tak oto mam swój pierwszy gazeciany zegar. Chciałam go obfotografować w jego naturalnym środowisku, czyli w domu, ale mój sprzęt fotograficzny nie bardzo chciał ze mną w tych warunkach współpracować więc i tak skończyło się na zdjęciach w plenerze.






Na razie zegar stoi sobie na półce nad moim biurkiem i czeka na pewnego pana z wiertarką bo docelowo zawiśnie na ścianie. Znając życie, trochę sobie poczeka, ale przecież ma czas:)



Pozdrawiam wszystkich, którzy tu do mnie czasem zaglądają i bardzo serdecznie dziękuję za  wszystkie słowa pozostawiane w komentarzach.