poniedziałek, 14 lipca 2014

Lawendowe popołudnie

Dzisiaj nie będzie o papierowej wiklinie:) no może poza jednym starym koszyczkiem, który wystąpi na zdjęciu. Komplecik do kuchni, o którym ostatnio pisałam plecie się cały czas, choć przyznam, że po tych kolorowych wyplatankach, plecenie z szarej gazety trochę mnie nudzi. No ale mam nadzieję, że dobrnę do końca i oczywiście się pochwalę, jeżeli będzie czym:)
Lato w pełni, a ja od dziś urlopuję na całego:) Zaczęłam jak zwykle od lawendowych zbiorów  w ogrodzie. Zawsze uwielbiałam zapach lawendy. Odkąd odkryłam, że na moich piaskach lawenda rośnie cudownie i w ogóle nie trzeba (a wręcz nie wolno)  jej podlewać to zakochałam się w niej jeszcze bardziej. Pierwszy zbiór zawsze przeznaczam na susz do woreczków, może wtedy dłużej cieszyć oczy na krzaczkach, bo kwiatki mogą sobie w pełni rozkwitnąć. Przy drugim kwitnieniu zbieram nierozkwitnięte kwiaty, które przeznaczam na bukiety i wianuszki.

Jak już wspominałam nieraz, szyć zupełnie nie potrafię i te woreczki do lawendy to jest chyba jedyna rzecz jaką próbuję  uszyć na maszynie (oczywiście z różnym skutkiem). Kiedyś zupełnie przypadkowo natknęłam się gdzieś w sklepie na lawendowe fusetki, które z powodzeniem mogą zastąpić woreczki i nie wymagają szycia a plecenia:). Mogę z całą pewnością powiedzieć, że fusetki to były moje pierwsze wyplotki bo o istnieniu papierowej wikliny jeszcze wtedy nie miałam pojęcia:). Dzisiaj, przy popołudniowej kawie powstała pierwsza tegoroczna fusetka, ta jest z szerokiej i dość ciemnej tasiemki, ale akurat innej nie miałam pod ręką (jutro trzeba na zakupy) . 


Na fusetki najlepiej nadaje się lawenda o długich łodyżkach, robi się je ze świeżych kwiatów, pachną obłędnie przez cały rok i dłużej. U mnie lawenda na fusetki na razie czeka sobie na krzaczkach i jak widać nie tylko ja uwielbiam jej zapach:)
No a na koniec, coś co kocham równie mocno jak lawendę czyli moja kolejna hortensja, tym razem ta wpisująca się najlepiej w klimat posta - czyli niebieska.


Pozdrawiam:)

11 komentarzy:

  1. Koszyczek z bukiecikami jest rozkoszny. A fusetki takie eleganckie. Nosem wyobraźni czuję ich zapach, lipiec zaklęty na zimę i na cały rok. Ty wiesz, co dobre...
    W sprawie hortęsji : czy niebieskie hortęsje jakoś specjalnie się hoduje? skąd ten kolor? Może specjalna ziemia pod niebieskie kwiaty ? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niebieskie hortensje robi się z różowych, tylko trzeba trochę czasu i cierpliwości. W każdym ogrodniczym można kupić specjalny preparat do barwienia hortensji i używać go długo i systematycznie do podlewania, (ile i jak używać jest na opakowaniu, zależy od firmy). Jest też prostszy sposób kupić sobie niebieską hortensję i podlewać tym preparatem aby kolor pozostał. Na zdjęciu widać, że ja w tym roku trochę późno zaczęłam i niektóre kwiatki są fioletowe zamiast niebieskich:). Pozdrawiam

      Usuń
    2. Jednym słowem nie jest łatwo mieć elegancki ogród. Różowe i białe hortensje są piękne, ale niebieskie dodatkowo są bajkowe. Chyba najbardziej mi się podobają, ich chłód i majestat. Ale te tajemnicze zabiegi dookoła nich!!!!!

      Usuń
  2. Fusetki rewelacyjne, już przeglądnęłam neta i wiem jak zrobić. Chyba i ja takie poczynię żeby zatrzymać zapach na dłużej. Hortensje masz śliczną, też je uwielbiam, u mnie są głównie ogrodowe i już mają pączki, dużo pączków, więc też nastawiam się na burzę kwiatów. Pozdrawiam serdecznie :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Koszyczek z lawendowymi bukiecikami mnie zauroczył wyglada ślicznie . Co do fusetki sie ne wypowiadam bo chyba nie wiem z czym to sie je. I znowu muszę się uczyc.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  4. Nigdy nie widziałam takich fusetek, rewelacja! Świetnie to wygląda :). Jakoś za lawendą nie przepadam ale Twoja fajnie wygląda. A hortensja jest śliczna :)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  5. jestem pod wrażeniem Twojej zaprezentowanej fusetki :) wygląda to bardzo elegancko :) super

    OdpowiedzUsuń
  6. Fusetka obcy dla mnie temat ale jak widze piękna robota. A bukieciki w koszyczku urokliwe :)

    OdpowiedzUsuń
  7. aż mi zapachniało tą lawendą. Fusetek jeszcze chyba nie widziałam nigdy i podoba mi się Twoja bardzo.

    Uściski!:)

    OdpowiedzUsuń
  8. Uwielbiam zapach lawendy. W dodatku wiem, że nie lubią jej mole. Wszystkie pojemnik z włoczkami chlapię olejkiem lawendowym. Ponieważ swoich plantacji lawendy nie posiadam.. Super są te fusetki. Gdzieś to już widziałam, ale chyba bym czegoś takiego nie uplotła Gdybym miała lawendę to bym po prostu uszyła zapachowe woreczki. Jak dla mnie to dużo łatwiejsze.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję wszystkim, którzy pozostawionym słowem mobilizują mnie do pracy:)