niedziela, 24 kwietnia 2016

Nauka bandażowania ;)

Nici, i to dosłownie:), z moich usilnych ćwiczeń nad tak modną ostatnio asertywnością, w dziedzinie rękodzieła nie umiem być asertywna. Znów dałam się skusić;-) Pomimo permanentnego braku czasu na wszystko, podzielając pomysł i zapał Justynki>> zafundowałam sobie bardzo szalony wypad do stolicy.
A w stolicy, oprócz Justynki oczywiście, przywitały mnie  ciepła wiosna, soczysta zieleń i magnolie przed Pałacem w Wilanowie...

Dla porównania moja młodziutka magnolia

Bo u mnie niestety ciągle chłodno, a dziś nawet popadał śnieg z deszczem, więc wiosna lekko opóźniona. Na pocieszenie mam za oknem malutki wiśniowy sad:-)


Ale do rzeczy...
Nadrzędnym celem tego szalonego wypadu był organizowany w Muzeum w Wilanowie kurs koronki klockowej. Kiedy pierwszy raz oglądałam  prace wytrawnych koronczarek pracujących na klockach miałam wrażenie, że jest to technika tylko dla wybranych, ale że swego czasu, dokładnie to samo sądziłam o frywolitce, więc postanowiłam jednak spróbować.  Po przejechaniu  przeszło siedmiuset kilometrów i bardzo długim, ale za to szalenie ciekawym dniu, mam przed sobą na stole takie coś... (wypchane pięknie pachnącym sianem:))

Wbrew pozorom ta plątanina klocków i nitek jest do opanowania (taką mam przynajmniej nadzieję). Ze względu na drobne niedogodności transportowe, to co dowiozłam do domu dziś nad ranem wyglądało zdecydowanie gorzej. Z pracy wykonanej na samym kursie niewiele dało się odratować, ale pracowicie rozplątałam nitki i dorobiłam kilka rządków, żeby sprawdzić czy czegoś się jednak nauczyłam. Śmiałyśmy się podczas zajęć, że zostaniemy autorkami cennego, ręcznie tkanego bandaża :-D, bo w zasadzie dokładnie tak wygląda efekt naszej pracy. To wprawka, czyli płócienko, które może stanowić osnowę do wykonywania różnego rodzaju wzorów


Oczywiście to dopiero początek przygody z koronką klockową, bo cały kurs składa się z pięciu części. Możliwości jakie daje ta technika mogłyśmy obejrzeć i "pomacać" na zajęciach. Czuję się bardzo zmotywowana tymi oględzinami i będę się chwalić na bieżąco naszymi postępami. Póki co, mam prawie miesiąc na  utkanie bandaża w zadanych wymiarach.
Korzystając z miejsca chwilowego  pobytu spotkałam się nie tylko z Justynką, ale także z  Dorotą  i jej Kotem :-)>>. Czas upłynął Nam przemiło na strawie i ciekawych dysputach, a że przecież jak to u rasowych rękodzielniczek, nie da się siedzieć zbyt długo bezczynnie, to gdzieś w międzyczasie, powstała cała góra misternych, papierowych wycinanek. Ta góra przyszła do mnie kusić...


No i teraz "nie ma to tamto", będę sobie w wolnych chwilach  kleić kartki. Obiecuję, że jak tylko "odeśpię" te szaleństwa podróżnicze, zaczynam bardzo intensywne poszukiwania tych chwil.

Justynko i Dorotko bardzo dziękuję za spotkanie oraz opiekę nad zagubioną istotą z prowincji w wielkim mieście :-)

Pozdrawiam serdecznie i korzystając z niepogody i resztek niedzieli pędzę pospacerować po wirtualnym świecie, w który ostatnio bywam zdecydowanie zbyt rzadko.
Ola


17 komentarzy:

  1. Cała przyjemność po mojej stronie :-) bo to ja zyskałam super towarzystwo. A muszę tutaj głośno wspomnieć, że nie musiałam długo namawiać :-)
    A bandaż jest bardzo cenny i widzę, że przybywa, przybywa.
    Pozdrawiam serdecznie z wiosennej stolicy :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to "najcenniejszy" bandaż świata ;-)
      ale wasz zapał chyba jeszcze cenniejszy
      do talerza ciastek chyba się Justynce tak oczka nie cieszą jak do tego "bandaża" ;-)

      Usuń
  2. Ja też chcę taki bandaż :) Zazdroszczę, eh

    OdpowiedzUsuń
  3. Podziwiam Was obie za te klocki . Jak patrze na te nitki i zwisające "kręgle" to podziwiam podwójnie a potrójnie podziwiam Cie Olu za ta podróż na drugi koniec Polski. Z drugiej strony zazdroszczę spotkania z dziewczynami i pięknej kupki scrapek . Jest mnóstwo bieli i zielonego więc mam cichą nadzieję :-)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  4. Fajny kursik, napewno wszystko da się opanować :-) wiosnę masz piękną, maleństwo pięknie Ci zakwitlo:-)

    OdpowiedzUsuń
  5. Jejku, wyrazy podziwu. Coś wspaniałego tworzysz.

    OdpowiedzUsuń
  6. Musiałam w "internetach" sprawdzić co to ta koronka klockowa :) Z zazdrością patrzę na Waszą naukę coraz to nowych technik robótkowych, muszę i ja rozszerzyć swoje możliwości :) Kartkowej motywacji też sporo otrzymałaś ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. No to ja się bardzo cieszę, że nici:)) bo zawsze coś niesamowitego u Ciebie zobaczę, a teraz jest to coś nie tylko "dla wybranych". Jeśli chodzi o klockową, to byłam pewna, że to spisek koronczarek, wiadomo, że takich koronek nie robi się ręcznie... a tymczasem....
    Na zdjęciu wygląda intrygująco, ale przecież kawałek koronki już jest:))
    Karteczki powycinałyście przepiękne, nie wiem, jak możliwe nożyczkami tak pięknie wystrzyc papier!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tego się nie wycina nożyczkami, tylko taką specjalną maszynką która przypomina maglownicę i kosztuje całkiem niemało;) Ja takowej nie mam wiec skorzystała z parku maszynowego i doświadczeń ekspertki od kartek :)

      Usuń
  8. Olu już pisałam u Justynki, ale napiszę i tutaj- kursu zazdroszczę, bo u nas takowych nie ma, a klockową koronkę podziwiam równie długo co frywolitkę:)
    pozdrawiam cieplutko

    OdpowiedzUsuń
  9. przyjechała do mnie taka bida ze śpiworem pod pachą...myślę...pewnie, że przenocuję, i śpiwora brac nie musiała bo u mnie kołder dostatek;-)
    a ta mi tu "bandaze" demontruje...! I kto by pomyślał, że z tego takie cudne koronki będą! :-)
    Dziewczyny, dziękuję za piękne spotkanie i zapraszam ponownie!

    OdpowiedzUsuń
  10. Matko jedyna ! To to coś da się opanować ???
    Same klocuszki robią wrażenie ... to powodzenia w tkaniu " bandaża " :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Zawsze miło nauczyć się czegoś nowego a jeszcze milej spotkać z koleżankami. Z ciekawością Oleńko będę podglądać Twoje poczynania i czekam na pierwszą koronkę!
    Twoja magnolia młodziutka ale pięknie zakwitła.
    Przesyłam uściski.

    OdpowiedzUsuń
  12. Ja też zazdroszczę kursu, mieszkam - jak to określam - na dzikim wschodzie i tutaj niczego takiego się nie organizuje, wszystkie techniki musiałam sama się uczyć z kursów internetowych. Koronka klockowa też mnie fascynuje, więc tym bardzie zazdroszczę :)

    OdpowiedzUsuń
  13. To musiało być świetne i inspirujące spotkanie:) Koronka klockowa też jest na mojej liście do nauczenia:)) Będę zerkać na Wasze relacje z tym większym zainteresowaniem. Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  14. No, no Oleńko, to się zawzięłaś, teraz doba będzie musiała trwać bez końca. Koronki klockowe są piękne i technika bardzo stara, ale że skusiłaś się na taki kurs i to szacun wielki. Będę śledzić Twoje postępy w tej "bandażowej materii".
    Uwaga na palce i nadgarstki, powodzenia życzę.)

    OdpowiedzUsuń
  15. Już te 700 kilometrów robi wrażenie!! Na prawdę zawzięłaś się na te klocuszki:) Bandaż wychodzi świetnie! Czekam na dalsze postępy:) Pozdrawiam cieplutko!

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję wszystkim, którzy pozostawionym słowem mobilizują mnie do pracy:)